

Muszę z przyznać że zebranie się do napisania tego zajęło sporo czasu głównie przez to jak bardzo (leniwy jestem) dziurawa i mglista okazała się być moja pamięć. Więc tak sobie zacząłem przeglądać swoje wypowiedzi na forum których zebrało się niespełna 300 stron oraz niecałe 3000 samych wypowiedzi co może nie jest jakąś małą ilością aczkolwiek próg jaki zaczyna się w pierwszej trójce jest ogromny. Można sobie z dość dużą dozą gdybania założyć śmiały i ambitny cel aby kiedyś znaleźć się w tej czołowej trójce aczkolwiek z moim tempem zapewne zajmie to co najmniej kilka lat.
Był rok pański Anno Domini 1922 w Kotlinie Edelweiss, konkretnie 3 marca czyli jeżeli dobrze pamiętam w dzień publicznego otwarcia Edelweiss więc dość szybciutko się tu znalazłem. Dość sympatyczne miejsce na pierwszy rzut oka chociaż z początku moja aktywność opierała się na współpracy z @Leszek Ebe-Grüner gdzie w tamtym okresie zajmowałem się w Muratyce przede wszystkim rozwojem swoich firm oraz tamtejszą polityką i pojawiła się propozycja abym zaopiekował się co nieco niejakim Maulwurfem. Potem zacząłem również tutaj budować samoloty i jakoś to dotarło do kwietnia miesiąc po przybyciu kiedy złożyłem wniosek o obywatelstwo. Z całą stanowczością mogę się przyznać iż uznałem Edelweiss za państewko gdzie przez wzgląd na jego krótki starz będzie można dużo osiągnąć. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie w pełni sprawy że Kotlina to rządzona twardą żelazną ręką dyktatura Oberhaupta oraz jego kliki najbardziej zaufanych współpracowników gdzie skruszenie tego betonu w zasadzie jest chyba niemożliwe patrząc na to że system ten istnieje w praktycznie niezmienionej formie po dziś dzień, no ale tak nowe miejsce nowe możliwości.
Szybko też znalazłem sobie swoją niszę na której się coś niecoś znam gdyż Edelweiss było w potrzebie stworzenia sobie również zawodowego wojska wstępując wpierw do sił powietrznych bo o pływaniu w tamtych czasach to jeszcze nikt pewnie nawet nie śnił. Co do latania to też szybciutko zaimplementowałem swoje inne zainteresowania z Muratyki w Edelweiss otwierając tu filie różnych swoich przedsiębiorstw w tym przede wszystkim tego lotniczego. Pomimo tego iż w sprawy wojskowe zaangażowani są poniekąd wszyscy to mam wrażenie że nie wiem czy przez jakąś niechęć innych czy może jakiekolwiek inne powody stałem się jednym z tych najbardziej zaangażowanych i chyba zasłużonych. Mówię chyba bo jakoś doczłapałem się tej najwyższej rangi i stanowiska Szefa Sztabu... ale to jeszcze odległa przyszłość względem naszej opowieści.
Właśnie "odległa przyszłość względem naszej opowieści", działając w Muratyce w zasadzie zajmowałem się trzema rzeczami, wojskiem jak tu, swoimi mniej lub bardziej udanymi projektami inżynieryjnymi ale po pierwsze polityką. Polityka była zawsze motorem napędowym i centrum aktywności jakie znałem, spędzając w większość swojego mikronacyjnego dorobku jedynie w jednym kraju nie specjalnie wiedziałem albo nie interesowałem się istnieniem alternatyw. Właśnie odkrycie Edelweiss pokazało mi istnienie tak dobrze funkcjonującego państwa działającego w dużej mierze "narracyjnie" (Nie bijcie jak coś to tylko moje odczucia bo wiem że np. Leocja działa podobnie i dłużej ale jest to z mojego punktu widzenia.) co było zwyczajnie czymś innym i nie powiem całkiem mi się spodobało do tego stopnia że właśnie zostałem tutaj na nieco dłużej dalej naiwnie licząc że się czegoś dorobię. Po drodze było kilka mniejszych lub większych aktywności w jakich brałem udział, chyba tą jedną z najciekawszych była wyprawa "Nie wszystko złoto..." i późniejsze zostanie Oberstamem Glanzbergu gdzie skromnie muszę zaznaczyć iż chyba wytyczyłem tutaj ten trend zakładania nowych osad w Kotlinie.
Jednak wciąż przez następne 3-4 lata dalej działałem przed wszystkim w Muratyce a następnie II Federacji Nordackiej gdyż tam wszystko dla mnie się zaczęło i miałem tak wiele powinności oraz masę rzeczy do robienia. Wszystko jednak zaczęło się zmieniać gdy pewnego pięknego dnia stwierdziłem iż ciągle zmieniająca się polityka w II Federacji zaczęła wymykać mi się z rąk i uznałem że dla własnego spokoju zrezygnuję z czynnego udziału w niej a zabawię się bardziej w wyborcę wciąż pozostając zaangażowanym w pozostałe dwie aktywności w tym Zjednoczone Siły II Federacji Nordackiej z których jestem całkiem dumny gdyż jest to poniekąd szczyt moich doczasowych osiągnięć w tej dziedzinie który stoi po dziś dzień w praktycznie niezmienionej formie, chociaż powodem może nie być konkretnie jakość wykonania a brak zainteresowanych tym tematem.
Posada Głównodowodzącego ZS była ostatnim publicznym urzędem jaki piastowałem i nie chciałem z niego rezygnować właśnie z obawy o to kto może zając to miejsce po mnie w obliczu tego że ludzi zainteresowanych tym w II Federacji zwyczajnie brakowało i można ich wymienić na palcach jednej ręki co o zgrozo potem okazało się być prawdą gdzie dziś wszystko stoi odłogiem.
Z pełnienia tej funkcji zrezygnowałem niby samemu ale zostało mi to bardzo doraźnie zasugerowane za sprawką poczynań jaśnie nam panującego Oberhaupta @Heinz-Werner Grüner który mianował mnie Szefem Sztabu a prawo Nordackie zabraniało piastowania przeze mnie dwóch tych stanowisk jednocześnie więc postawiony przed obliczem wyboru szczerze nawet się nie zawahałem gdyż było to w zasadzie to czego potrzebowałem, żeby ktoś podjął tą decyzję za mnie. W samej Muratyce pozostałem jeszcze na dłuższy czas przez wzgląd na to iż dalej znajduje się tam państewko jakie założyłem. Bez pomysłu oraz ze średnim składem było raczej poligonem doświadczalnym gdzie uczyłem się jak mniej lub bardziej powinny takie rzeczy w mikroświecie wyglądać. Chociaż daleko Koribi do doskonałości to z perspektywy czasu mam wrażenie iż przeliczyłem swoje możliwości chociaż starałem się stworzyć z niej państwo nie wyjęte z kapelusza co na Nordacie nie było takie proste patrząc na to ile państw wcześniej istniało w miejscu mojego i ciągłe przerzucanie się oskarżeniami kto niszczy pamięć po kim innym. W momencie powstania Koribi nie miałem nawet pojęcia co było przed i co będzie po a cały mój świat zamykał się w granicach jedynie samej Muratyki więc ciężko było dla kogoś bez doświadczenia jak ja zdawać sobie z tego wszystkiego sprawę co dopiero w następnych latach na bieżąco korygowałem.
Straciwszy w końcu zainteresowanie Nordacką polityką i zostawszy pozbawiony w zasadzie jakichkolwiek realnych zobowiązań tam podjąłem w końcu decyzję że aby móc zrobić krok do przodu tutaj w Edelweiss muszę jednak zostawić za sobą coś większego. W zasadzie taką finalną decyzję o tym że chciałbym przenieść się na stałe do Edelweiss podjąłem już końcem zeszłego roku stwierdzając iż muszę domknąć ostanie zobowiązanie na Nordacie jakie mi pozostało czyli 2. Rajd Muratyki i po jego zakończeniu już oficjalnie przeniosę się tu na stałe.
Nawet okoliczności podjęcia tej decyzji są tak absurdalne że ciężko samemu w nie uwierzyć jakbym ich nie przeczytał jeszcze raz.
Wybudziwszy się ze swojego dorocznego letargu braku aktywności w mikronacjach rozpoczynający się wraz z nowym semestrem na studiach przypomniałem sobie o jakiejś rozmowie z Oberhauptem gdzie ten mówił mi iż poszukuje on osób które mogłyby się bardziej zaangażować w Edelwiess. Było to poczatkiem zeszłego roku w okolicznościach chyba ustąpienia @Joachim Cargalho ze stanowiska faktotum. Wtedy rzecz jasna odmówiłem jednoznacznych deklaracji właśnie przez wzgląd iż działałem i w II Federacji i w Edelweiss i nie specjalnie chciałem wybierać. Czytając jednak tą wiadomość już miesiące później będąc w z goła innej sytuacji podjąłem bardzo ortodoksyjną decyzję by zadecydować o tym wszystkim rzutem monetą który zakończył się jak widać w okolicznościach mniej więcej takiej wymiany zdań z Oberhauptem;
Tak więc oto dziś jestem, cztery lata od pierwszego zjawienia się tutaj... zostałem Edlem, nie z urodzenia a z wyboru i w sumie dobrze mi z tym. Jeszcze korzystając z okazji jako iż wychowałem się w demokratycznym państwie swobodą i wolnością płynącym nigdy nie bawiliśmy się w żadne monarchie (no może tylko na chwilkę) ani oligarchie to żaden ze mnie oficjalnie szlachci. Teraz dzięki sposobności oraz za przyzwoleniem i aprobatą Oberhaupta mogłem wreszcie dorobić się własnej heraldyki. Tak jak podobają mi się warianty herbów rodów Edelweiss tak zdecydowanie bardziej preferuję bardziej klasyczne podejście ale żeby nie być również za bardzo poważnym zaprojektowałem swój własny herb nie zaprzeczając iż delikatnie zainspirowany nietuzinkową heraldyką od @Damiano Robingren i rodu Robingren.
Muszę powiedzieć że jestem z niego bardzo dumny, paw dla pamięci o Koribi a foka... cóż kto wie ten wie, nie mogło być w końcu zbyt poważnie gdyż i ze mnie średnio poważny człowiek. Do tego dobrałem sobie jeszcze rodowe motto które również jakoś mi się ze sobą skojarzyło; "Audi multa, loquere pauca" czyli w wolnym tłumaczeniu "Słuchaj dużo, mów mało" co w zasadzie dość dobrze tłumaczy dlaczego plan zdobycia szturmem czołowej trójki forum wspomniany na początku raczej się nie ziści gdyż raczej częściej siedzę i słucham/czytam niżeli mówię/piszę. Ciężko z takim schorzeniem dbać o jakąś miarodajną aktywność.
A się z tego zrobił długi monolog, jak nie chcecie a wiem że nikomu się nie chce łącznie ze mną to tego nie czytajcie. Ba nawet po napisaniu tego mi się nie chce tego czytać jeszcze raz i sprawdzać czy niczego nie przekręciłem.
Był rok pański Anno Domini 1922 w Kotlinie Edelweiss, konkretnie 3 marca czyli jeżeli dobrze pamiętam w dzień publicznego otwarcia Edelweiss więc dość szybciutko się tu znalazłem. Dość sympatyczne miejsce na pierwszy rzut oka chociaż z początku moja aktywność opierała się na współpracy z @Leszek Ebe-Grüner gdzie w tamtym okresie zajmowałem się w Muratyce przede wszystkim rozwojem swoich firm oraz tamtejszą polityką i pojawiła się propozycja abym zaopiekował się co nieco niejakim Maulwurfem. Potem zacząłem również tutaj budować samoloty i jakoś to dotarło do kwietnia miesiąc po przybyciu kiedy złożyłem wniosek o obywatelstwo. Z całą stanowczością mogę się przyznać iż uznałem Edelweiss za państewko gdzie przez wzgląd na jego krótki starz będzie można dużo osiągnąć. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie w pełni sprawy że Kotlina to rządzona twardą żelazną ręką dyktatura Oberhaupta oraz jego kliki najbardziej zaufanych współpracowników gdzie skruszenie tego betonu w zasadzie jest chyba niemożliwe patrząc na to że system ten istnieje w praktycznie niezmienionej formie po dziś dzień, no ale tak nowe miejsce nowe możliwości.
Szybko też znalazłem sobie swoją niszę na której się coś niecoś znam gdyż Edelweiss było w potrzebie stworzenia sobie również zawodowego wojska wstępując wpierw do sił powietrznych bo o pływaniu w tamtych czasach to jeszcze nikt pewnie nawet nie śnił. Co do latania to też szybciutko zaimplementowałem swoje inne zainteresowania z Muratyki w Edelweiss otwierając tu filie różnych swoich przedsiębiorstw w tym przede wszystkim tego lotniczego. Pomimo tego iż w sprawy wojskowe zaangażowani są poniekąd wszyscy to mam wrażenie że nie wiem czy przez jakąś niechęć innych czy może jakiekolwiek inne powody stałem się jednym z tych najbardziej zaangażowanych i chyba zasłużonych. Mówię chyba bo jakoś doczłapałem się tej najwyższej rangi i stanowiska Szefa Sztabu... ale to jeszcze odległa przyszłość względem naszej opowieści.
Właśnie "odległa przyszłość względem naszej opowieści", działając w Muratyce w zasadzie zajmowałem się trzema rzeczami, wojskiem jak tu, swoimi mniej lub bardziej udanymi projektami inżynieryjnymi ale po pierwsze polityką. Polityka była zawsze motorem napędowym i centrum aktywności jakie znałem, spędzając w większość swojego mikronacyjnego dorobku jedynie w jednym kraju nie specjalnie wiedziałem albo nie interesowałem się istnieniem alternatyw. Właśnie odkrycie Edelweiss pokazało mi istnienie tak dobrze funkcjonującego państwa działającego w dużej mierze "narracyjnie" (Nie bijcie jak coś to tylko moje odczucia bo wiem że np. Leocja działa podobnie i dłużej ale jest to z mojego punktu widzenia.) co było zwyczajnie czymś innym i nie powiem całkiem mi się spodobało do tego stopnia że właśnie zostałem tutaj na nieco dłużej dalej naiwnie licząc że się czegoś dorobię. Po drodze było kilka mniejszych lub większych aktywności w jakich brałem udział, chyba tą jedną z najciekawszych była wyprawa "Nie wszystko złoto..." i późniejsze zostanie Oberstamem Glanzbergu gdzie skromnie muszę zaznaczyć iż chyba wytyczyłem tutaj ten trend zakładania nowych osad w Kotlinie.

Jednak wciąż przez następne 3-4 lata dalej działałem przed wszystkim w Muratyce a następnie II Federacji Nordackiej gdyż tam wszystko dla mnie się zaczęło i miałem tak wiele powinności oraz masę rzeczy do robienia. Wszystko jednak zaczęło się zmieniać gdy pewnego pięknego dnia stwierdziłem iż ciągle zmieniająca się polityka w II Federacji zaczęła wymykać mi się z rąk i uznałem że dla własnego spokoju zrezygnuję z czynnego udziału w niej a zabawię się bardziej w wyborcę wciąż pozostając zaangażowanym w pozostałe dwie aktywności w tym Zjednoczone Siły II Federacji Nordackiej z których jestem całkiem dumny gdyż jest to poniekąd szczyt moich doczasowych osiągnięć w tej dziedzinie który stoi po dziś dzień w praktycznie niezmienionej formie, chociaż powodem może nie być konkretnie jakość wykonania a brak zainteresowanych tym tematem.
Posada Głównodowodzącego ZS była ostatnim publicznym urzędem jaki piastowałem i nie chciałem z niego rezygnować właśnie z obawy o to kto może zając to miejsce po mnie w obliczu tego że ludzi zainteresowanych tym w II Federacji zwyczajnie brakowało i można ich wymienić na palcach jednej ręki co o zgrozo potem okazało się być prawdą gdzie dziś wszystko stoi odłogiem.
Z pełnienia tej funkcji zrezygnowałem niby samemu ale zostało mi to bardzo doraźnie zasugerowane za sprawką poczynań jaśnie nam panującego Oberhaupta @Heinz-Werner Grüner który mianował mnie Szefem Sztabu a prawo Nordackie zabraniało piastowania przeze mnie dwóch tych stanowisk jednocześnie więc postawiony przed obliczem wyboru szczerze nawet się nie zawahałem gdyż było to w zasadzie to czego potrzebowałem, żeby ktoś podjął tą decyzję za mnie. W samej Muratyce pozostałem jeszcze na dłuższy czas przez wzgląd na to iż dalej znajduje się tam państewko jakie założyłem. Bez pomysłu oraz ze średnim składem było raczej poligonem doświadczalnym gdzie uczyłem się jak mniej lub bardziej powinny takie rzeczy w mikroświecie wyglądać. Chociaż daleko Koribi do doskonałości to z perspektywy czasu mam wrażenie iż przeliczyłem swoje możliwości chociaż starałem się stworzyć z niej państwo nie wyjęte z kapelusza co na Nordacie nie było takie proste patrząc na to ile państw wcześniej istniało w miejscu mojego i ciągłe przerzucanie się oskarżeniami kto niszczy pamięć po kim innym. W momencie powstania Koribi nie miałem nawet pojęcia co było przed i co będzie po a cały mój świat zamykał się w granicach jedynie samej Muratyki więc ciężko było dla kogoś bez doświadczenia jak ja zdawać sobie z tego wszystkiego sprawę co dopiero w następnych latach na bieżąco korygowałem.

Straciwszy w końcu zainteresowanie Nordacką polityką i zostawszy pozbawiony w zasadzie jakichkolwiek realnych zobowiązań tam podjąłem w końcu decyzję że aby móc zrobić krok do przodu tutaj w Edelweiss muszę jednak zostawić za sobą coś większego. W zasadzie taką finalną decyzję o tym że chciałbym przenieść się na stałe do Edelweiss podjąłem już końcem zeszłego roku stwierdzając iż muszę domknąć ostanie zobowiązanie na Nordacie jakie mi pozostało czyli 2. Rajd Muratyki i po jego zakończeniu już oficjalnie przeniosę się tu na stałe.
Nawet okoliczności podjęcia tej decyzji są tak absurdalne że ciężko samemu w nie uwierzyć jakbym ich nie przeczytał jeszcze raz.
Wybudziwszy się ze swojego dorocznego letargu braku aktywności w mikronacjach rozpoczynający się wraz z nowym semestrem na studiach przypomniałem sobie o jakiejś rozmowie z Oberhauptem gdzie ten mówił mi iż poszukuje on osób które mogłyby się bardziej zaangażować w Edelwiess. Było to poczatkiem zeszłego roku w okolicznościach chyba ustąpienia @Joachim Cargalho ze stanowiska faktotum. Wtedy rzecz jasna odmówiłem jednoznacznych deklaracji właśnie przez wzgląd iż działałem i w II Federacji i w Edelweiss i nie specjalnie chciałem wybierać. Czytając jednak tą wiadomość już miesiące później będąc w z goła innej sytuacji podjąłem bardzo ortodoksyjną decyzję by zadecydować o tym wszystkim rzutem monetą który zakończył się jak widać w okolicznościach mniej więcej takiej wymiany zdań z Oberhauptem;
(...)Bo jak nie mogę się zdecydować to rzucam monetą i jeszcze nie miałem żebym na tym oszukiwał nawet jak mi się nie podoba.
A chwast i reszka bo rzucam węgierskim forinem a nie złotówką bo forint jest cięższy i lepiej się nim rzuca .
No ale o co kaman
Myślałem sobie ostatnio o jednej starej rozmowie, mi trochę teraz czasu przez studia może brakować żeby działać w FN i Edelweiss dlatego stwierdziłem że muszę wybrać, albo ciągnąć dalej na dwa fronty albo przerzucić się praktycznie w całości do Edelweiss bo w FN nie będę oszukiwać ostatnimi czasy coraz mniej cokolwiek nie trzyma. Ale jakoś nie miałem serca decydować więc się tobą wyręczyłem, sory... chyba, bo będziesz musiał mnie teraz trochę częściej znosić.

Tak więc oto dziś jestem, cztery lata od pierwszego zjawienia się tutaj... zostałem Edlem, nie z urodzenia a z wyboru i w sumie dobrze mi z tym. Jeszcze korzystając z okazji jako iż wychowałem się w demokratycznym państwie swobodą i wolnością płynącym nigdy nie bawiliśmy się w żadne monarchie (no może tylko na chwilkę) ani oligarchie to żaden ze mnie oficjalnie szlachci. Teraz dzięki sposobności oraz za przyzwoleniem i aprobatą Oberhaupta mogłem wreszcie dorobić się własnej heraldyki. Tak jak podobają mi się warianty herbów rodów Edelweiss tak zdecydowanie bardziej preferuję bardziej klasyczne podejście ale żeby nie być również za bardzo poważnym zaprojektowałem swój własny herb nie zaprzeczając iż delikatnie zainspirowany nietuzinkową heraldyką od @Damiano Robingren i rodu Robingren.

Muszę powiedzieć że jestem z niego bardzo dumny, paw dla pamięci o Koribi a foka... cóż kto wie ten wie, nie mogło być w końcu zbyt poważnie gdyż i ze mnie średnio poważny człowiek. Do tego dobrałem sobie jeszcze rodowe motto które również jakoś mi się ze sobą skojarzyło; "Audi multa, loquere pauca" czyli w wolnym tłumaczeniu "Słuchaj dużo, mów mało" co w zasadzie dość dobrze tłumaczy dlaczego plan zdobycia szturmem czołowej trójki forum wspomniany na początku raczej się nie ziści gdyż raczej częściej siedzę i słucham/czytam niżeli mówię/piszę. Ciężko z takim schorzeniem dbać o jakąś miarodajną aktywność.

A się z tego zrobił długi monolog, jak nie chcecie a wiem że nikomu się nie chce łącznie ze mną to tego nie czytajcie. Ba nawet po napisaniu tego mi się nie chce tego czytać jeszcze raz i sprawdzać czy niczego nie przekręciłem.

