W dawnych czasach, gdy jeszcze Edelweiss nie zaznało wpływów postaustriackiego panowania, wielkie lodowce skuwały wszelkie przesmyki górskie, osady ludzkie były odcięte od świata zewnętrznego. W jednej z tych osad, ukrytej w gęstych koronach lasów, mieszkał mężczyzna zwany Pietem. Był on nie tylko urodziwym młodzieńcem, ale i dzielnym wojownikiem, który przyciągał wzrok kobiet. Jednakże jego serce zarezerwowane było tylko dla jednej - Zosi, córki wodza wioski Jakuba.
Piet, pełen ambicji, wiedział, że musi zdobyć przychylność Zosi i jej ojca, jeśli chce poślubić ukochaną. Musiał udowodnić swoje zasługi, aby uzyskać przywództwo. Dlatego często wyruszał samotnie w głąb lasu, by pomagać przy wyrębach drzew, patrolować okolice i polować.
Podczas jednej z takich wypraw, natrafił na kobietę uwięzioną w łowieckiej pułapce.
-
Kim jesteś, kobieto? – zapytał, gdyż na pewno nie należała do miejscowych. Podejrzewał, że przybyła z innej, odleglejszej wioski, co oznaczałoby, że została wygnana. Mimo to odplątał ją, sprawdził, czy nie zrobiła sobie krzywdy i pomógł jej wstać.
-
Dziękuję za pomoc. – odparła. Lico kobiety skrywał kaptur. –
Nazywam się Sorcha. Jestem zielarką i raz w roku zbierałam tutaj zioła na swoje napary. – stwierdziła. –
Proszę, weź ten w zamian za pomoc. – odpowiedziała kobieta, ofiarowując mu bukłak z magicznym napojem w zamian za pomoc.–
To napar witalności.
Piet przyjął podarek z wdzięcznością, gdyż zaschło mu w gardle. Wziął łyk napoju, lecz ten zasmakował mu tak bardzo, że nie mógł oderwać ust od butelki i wypił go do dna. Nie minęło pięć minut, gdy poczuł się pełen sił i gotów do wszelakich zadań. Z podziwem dla siebie samego spostrzegł, że jego lędźwie również.
Wtedy kobieta ściągnęła z głowy kaptur, ukazując szalenie urodziwą twarz z ustami czerwonymi niczym maliny, oczami czarnymi jak smoła i kaskadami diabelskich, rudych, kręconych włosów spływających wnet po jej ramionach. Wyciągnęła do niego rękę.
-
Umiem dotrzymywać sekretów. Jeśli tylko tego pragniesz. – rzekła, a Piet rzeczywiście nie mógł odwrócić wzroku od jej krągłości skrywanych pod mniszą szatą.
-
Wybacz. – powiedział, przecierając ręką jej policzek. –
Jesteś piękna i uprzejma. Lecz ja nie mogę tego zrobić. Kocham Zofię i nie mógłbym żyć z poczuciem winy. – rzekł dzielnie.
Kobieta była zaskoczona tym wyznaniem, lecz wyczuwała szczerość w jego głosie.
-
Kim jest wybranka twego serca? – zapytała, z podziwem dla jego wytrwałości, lecz i nieskrywanym żalem.
-
To córka wodza wioski. – odparł.
-
Więc to tobie przypadnie rola wodza w przyszłości.
-
Jeśli Zofia mnie wybierze i dostąpię zaszczytu, to tak. – odrzekł.
-
To odpowiedzialna rola. Czy chciałbyś tego? – dopytywała zaciekawiona.
-
Tak, to byłoby dla mnie wspaniałe wyróżnienie. – rzekł szczerze.
-
Zapewniam cię, prawy i mężny rycerzu, że poślubisz kobietę, która da ci władzę.
Sorcha zrozumiała jego uczucia i pożegnali się, życząc sobie powodzenia.
Jednak los okazał się niełaskawy dla Piet'a, gdy dowiedział się, że Zofia miała zostać zaślubiona z innym mężczyzną, Krystem. Zrozpaczony Piet patrzył z żalem, jak para młoda przysięga sobie wieczną miłość. On zaś mógł utopić swe smutki w szklance wódki, rozmyślając o tym, że Sorcha myliła się.
Siedem dni później, Piet odnalazł na progu swego domostwa niewielkie zawiniątko. W chuście tkwił drogocenny, złoty medalion z licznymi zdobieniami oraz rubinem, którego czerwone wnętrze nietypowo przelewało się zamiast tkwić nieruchome.
Założył go na szyję i ruszył do centrum wioski, skąd dobiegały niepokojące krzyki. Okazało się, że Liza, żona Jakuba, rozpacza, gdyż zarówno jej córka, jak i zięć i mąż przepadli bez wieści w przepastnych lasach. I choć poszukiwania trwały jeszcze wiele miesięcy, nigdy ich już nie odnaleziono. Piet poślubił Lizę, z szacunkiem choć bez miłości i stał się najsłynniejszym i najbardziej docenionym przez mieszkańców władzcą.
Legenda głosi jednak, że nad wodzem boszniackiej wioski ciąży klątwa. Żaden przywódca nie zazna szczęścia w miłości. Dane mu będzie tylko spełnienie w roli władcy.