Alfred wyszedł z domu pewnym krokiem. W plecaku miał wszystko, co nigdy go nie zawodziło, raki, gogle, mapę. Za pasem trzymał zabezpieczony nóż. Co prawda, kupiony dopiero niedawno w GRATcie, bo jego dotychczasowy nóż, Iskierka, powoli kończyła swoje życie i była tylko eksponatem w domowej kuchni. Ale co to był za sprzęt, jego ostrze idealnie błyszczało metalicznym srebrem w blasku słońca, a przecież żadnych domieszek nawet metalu szlachetnego nie miało. Rękojeść - czysta przyjemność trzymać ją w dłoni. Czysty dąb, wyrzeźbiony w taki sposób, że idealnie dopasowywała się do wnęki tworzonej przez palm i palce. No, ale musiał zrezygnować z dorobku lat na rzecz nowego sprzętu. Nie był on co prawda tak idealny, jak jego dotychczasowy sprzęt, ale przynajmniej był ostry. To musiało wystarczyć.
Alfred ustawił się na pozycji startowej, podziwiając przy okazji uroki podgórza. To był ostatni raz, kiedy widział tę okolicę przed wyprawą. A13 - taki znak widniał tuż przed wejściem na szlak.
Alfred ustawił się na pozycji startowej, podziwiając przy okazji uroki podgórza. To był ostatni raz, kiedy widział tę okolicę przed wyprawą. A13 - taki znak widniał tuż przed wejściem na szlak.

