NAGRANIE W REALIZACJI
Wspomnienie rozpłynęło się w siarczystym powietrzu, a ja wciąż wpatruję się w ciało brodacza, który rzęzi. Jego oczy pozostają zamknięte, przymarznięte. Odgarniam śnieg z jego kurtki. Moje skostniałe palce wodzą po kieszeniach. Co chwilę odrywam je, otrzepuję ze śniegu i ogrzewam jedną o drugą. W jednej z kieszeni znajduję dowód osobisty wydany przez Oberhaupta Edelweiss na nazwisko Ernesta Dickkopfa i wetknięty w niego zwitek papieru. Gdy go rozkładam, widzę coś, co niechybnie raduje moje serce. To była mapa tego zakątka gór. Aż śmieję się z radości. Wyrywam zdjęcie starca ze środka i chowam dokumenty do schowka na piersi. Potem sięgam po plecak. W środku znajduję bidon z wodą, suszoną wołowinę, kanapkę, ubrania na zmianę i klucze, których przeznaczenia nie znam. Niestety śpiwór musiał urwać się od sprzączek i nie mogę go odnaleźć w najbliższej okolicy.
Już miałem odejść, gdy spostrzegam, że starzec patrzy na mnie od dłuższego czasu szeroko otwartymi oczami.

- Eeeee. – zajęczał.
Pochylam się nad nim rozdygotany.
- Co? – pytam.
- Eeeee. – jęczał dalej.
- Chcesz, żeby ci pomóc? Wygrzebać cię ze śniegu i zabrać w bezpieczne miejsce? – dopytuję, czując, jak ciepło moich zamiarów rozgrzewa moje zziębnięte ciało.
- Eeee! Eeee! Eeee!
Pochylam się jeszcze niżej nad brodaczem i szepczę mu do ucha.
- Ty durniu. – odpowiadam, a uśmiech chorej satysfakcji sam pełznie po moich ustach. – To był błąd, że mnie ze sobą zabrałeś. - -szepczę i w ekscytacji zaczynam przysypywać go z powrotem śniegiem.
- Eeeeee!!!!! EEEEE!!!! – drze się, lecz po chwili nic już nie było słychać.
***
Na oparach sił ruszam dalej. Wstaję i przemierzam zwały świeżego śniegu. Głowa ciąży mi, płuca zamarzają. Idę jednak w stronę rysującej się ścieżki, która przecież musi dokądś prowadzić… Gdy udało mi się przebić przez śnieg, wchodzę na przysypaną ścieżkę, którą idzie się jednak nieco łatwiej. Trę ręce i chucham w nie, próbując rozgrzać.
W końcu moim oczom ukazuje się polana, na której wciąż widać ślady użytkowania. Pozostało kilka namiotów, stare palenisko i mnóstwo śmieci.
Siadam na jednym z pieńków rozstawionych wokół starego ogniska. Biorę z ziemi gazetę, spoglądam na godło z zieloną tarczą i czytam: Reichszeitung. Nagłówek: Kara więzienia dla nielegalnych emigrantów. Podtytuł: Napięcia na granicy Edelweiss… Potem spoglądam na kartkę wgniecioną buciorem w błotnistą ścieżkę…

Kim był główny bohater?
A. Organizatorem ucieczki
B. Zwykłym szarakiem, który skorzystał z okazji do ucieczki
C. Agentem, który miał rozbić grupę i donieść władzom


