
Dziewczyna zeszła po schodkach na dół i otworzyła skrzypiące drzwi. Jej oczom ukazał się utrzymany w modnym art deco zakazany klubik, w którym kłębiło się od papierosowego dymu i zapachu tanich perfum. Muzykę zagłuszały odgłosy perlistego, damskiego śmiechu. Barman, widząc list Lieselotte, poprowadził ją na zaplecze, a następnie po schodach klatki schodowej na drugie piętro. Wręczył jej kluczyk z brelokiem w kształcie serduszka, po czym, unikając wszelkich dalszych pytań, zniknął w mroku korytarza.
W pokoju królowało duże łóżko i zbiór przypadkowo zgromadzonych mebli, które wbrew rozsądkowi tworzyły swojego rodzaju kompozycję niczym kolaż.
„Wygląda na to, że będę musiała zadomowić się tutaj na jakiś czas” – pomyślała Lieselotte, pozostawiając swoje walizki i udając się z powrotem do klubu, gdzie zamierzała spędzić wieczór.






