14.10.1922
Joachim ciągnął za sobą cały majdan, pełen sprzętu potrzebnego do wspinaczki. Sanie co jakiś czas bujały się na wyboistym szlaku, którym podążał.
- Byłoby łatwiej, gdyby leżał tutaj śnieg - zrzędził, choć pewnie jeszcze niedawno nie przypuszczałby, że będzie wyczekiwać zimy. Na pewno i teraz był to wyraz wyłącznie irytacji.
Spojrzał na mapę, na której były zaznaczone miejsca startowe, a później zerknął w górę by spróbować wytypować najlepszą ścieżkę po upragnioną nagrodę. Rozglądał się dookoła szukając swoich przeciwników w wyścigu po piwo skryte na samym szczycie góry.
– No dobrze, dobrze. Spróbujmy zatem tędy – powiedział do siebie, kiedy już zdecydował się na zajęcie odpowiedniego miejsca do rozpoczęcia przygody. Wydawało mu się że jest pierwszym ze śmiałków, którzy zostali wytypowani do rywalizacji z tej strony zbocza.
Podróżnik zabrał ze sobą gogle, czekany, raki, broń z dwoma nabojami, dwie puszki jakiejś starej konserwy, taśmę, uprząż wraz z liną, pelerynę oraz magiczne grzybki, tak bardzo polecane przez miejscowego handlarza sprzętem wspinaczkowym.
Teraz, kiedy był już na miejscu startowym, mógł uporządkować swój ekwipunek i jeszcze na chwilę przysiąść na saniach, by odpocząć przed zbliżającym się startem zawodów.
Od czasu do czasu zerkał na puszkę konserwy z myślą, że może warto jeszcze napełnić żołądek...
- Byłoby łatwiej, gdyby leżał tutaj śnieg - zrzędził, choć pewnie jeszcze niedawno nie przypuszczałby, że będzie wyczekiwać zimy. Na pewno i teraz był to wyraz wyłącznie irytacji.
Spojrzał na mapę, na której były zaznaczone miejsca startowe, a później zerknął w górę by spróbować wytypować najlepszą ścieżkę po upragnioną nagrodę. Rozglądał się dookoła szukając swoich przeciwników w wyścigu po piwo skryte na samym szczycie góry.
– No dobrze, dobrze. Spróbujmy zatem tędy – powiedział do siebie, kiedy już zdecydował się na zajęcie odpowiedniego miejsca do rozpoczęcia przygody. Wydawało mu się że jest pierwszym ze śmiałków, którzy zostali wytypowani do rywalizacji z tej strony zbocza.
Podróżnik zabrał ze sobą gogle, czekany, raki, broń z dwoma nabojami, dwie puszki jakiejś starej konserwy, taśmę, uprząż wraz z liną, pelerynę oraz magiczne grzybki, tak bardzo polecane przez miejscowego handlarza sprzętem wspinaczkowym.
Teraz, kiedy był już na miejscu startowym, mógł uporządkować swój ekwipunek i jeszcze na chwilę przysiąść na saniach, by odpocząć przed zbliżającym się startem zawodów.
Od czasu do czasu zerkał na puszkę konserwy z myślą, że może warto jeszcze napełnić żołądek...



