Przekroczenie granicy Edelweiss było o wiele prostrze niż przekroczenie tej Cesarskiej według Coirloscadh. Oficer na granicy Sławońsko-Węgierskiej był bardziej niż nie miły, i próbował znaleźć jeden czy drugi lepszy sposób wyżyć się na artyście z trzema różnymi paszportami w torbie - tym bardziej, że wszystkie były dawno po terminie. Jednak ten się w końcu zlitował i przepuścił futuryste dalej. Jednak w Grünerwaldzie? Oprócz standardowej kontroli Soldat na przejściu granicznym faktycznie go zapraszał dalej. Straszliwie miła osoba.
Grünewald oślepił Coirlo swoim charakterem. Zmilitaryzowane miasto, pełne żołdaków, kawiarni i ciężkich starych kamienic? Było po prostu pięknym miastem, pełnym inspiracji dla artystycznej głowy pełnej wizji przyszłości i prędkości. Jednak fakt, że co drugi rezydednt miasta był oczywiście żołnierzem nie przemawiał mocno do Coirloscadha. Zamiast szukać wolnego apartamentu czy mieszkania w kamienicy, ten znalazł wywieszoną reklamę osamotnionej kabiny. Co prawda nie na kupno, ale kupno chatki było za dużym zaangażowaniem dla nowej w rejonie osoby.
I wraz z swoimi ciężkimi torbami Coirloscadh udał się w spacer pod górę. Tam spotkał reklamodawcę kabiny - miłą, starszą panią której imienia nie dosyć że nie mógł wypowiedzieć (a ona jego), to w dodatku o imieniu na tyle nie znacznym że nie warto go zapisywać. Sama kabina była okrzyknięta srebną, jednak Coirlo nie widział co w niej takiego srebnego było. Po zapłaceniu czynszu, jegomość w końcu osiadł się w swojej nowej chatce i pierwsze co zrobił to położył się i zasnął z męczenia po podróży.
Grünewald oślepił Coirlo swoim charakterem. Zmilitaryzowane miasto, pełne żołdaków, kawiarni i ciężkich starych kamienic? Było po prostu pięknym miastem, pełnym inspiracji dla artystycznej głowy pełnej wizji przyszłości i prędkości. Jednak fakt, że co drugi rezydednt miasta był oczywiście żołnierzem nie przemawiał mocno do Coirloscadha. Zamiast szukać wolnego apartamentu czy mieszkania w kamienicy, ten znalazł wywieszoną reklamę osamotnionej kabiny. Co prawda nie na kupno, ale kupno chatki było za dużym zaangażowaniem dla nowej w rejonie osoby.
I wraz z swoimi ciężkimi torbami Coirloscadh udał się w spacer pod górę. Tam spotkał reklamodawcę kabiny - miłą, starszą panią której imienia nie dosyć że nie mógł wypowiedzieć (a ona jego), to w dodatku o imieniu na tyle nie znacznym że nie warto go zapisywać. Sama kabina była okrzyknięta srebną, jednak Coirlo nie widział co w niej takiego srebnego było. Po zapłaceniu czynszu, jegomość w końcu osiadł się w swojej nowej chatce i pierwsze co zrobił to położył się i zasnął z męczenia po podróży.

