Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

ENS publikuje wszelakiego typu podręczniki, dokumentacje, artykuły oraz szeroko pojętą literaturę. Zajrzyj, na pewno znajdziesz coś dla siebie...
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 4191
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Femme Mystere »

Akt 1
Scena 1 “Miłość niejedno ma imię”


Miejsce akcji: Palatynat Leocji, Berklehopf
Postacie: @Anastasia Windsachen , @Krzysztof Windsor , @Sophie , Sługa Pocztowy

Obrazek

(Wczesnym rankiem do salonu, w którym na jednej z kanap leżą śpiący Krzysztof i Sophie, wchodzi świeżo obudzona Anastasia, która nie zauważa syna i synowej. Na podłodze leżą puste butelki po winie, talerze z resztkami jedzenia. Na ścianie naprzeciwko kanapy wisi duży portret męża Anastasii - Joahima, obok wyjście na taras. Na środku pokoju stoi mały okrągły stół ze srebrną szkatułką.)

Anastasia (do siebie): … i tak właśnie wygląda to “królewskie” życie. Ożeń się z facetem spontanicznie na książęcych urodzinach kilka minut po rozwodzie, obiecajcie sobie wielką miłość i co? Miesiące nieobecności, dworki na mojej głowie i jeszcze rodzina! A potem przyjedzie albo raczej to ja do niego pojadę i znowu, jak głupia nastolatka cała w skowronkach.

(Podczas gdy Anastasia wygłasza swój wewnętrzny monolog, powoli budzi się Krzysztof. Słysząc głos matki próbuje zorientować się gdzie jest i po kilku chwilach, już wie, że leży na kanapie w salonie. Rozglądając się widzi puste butelki i szybko dopina w pół rozpiętą koszulę. Z lekkim stresem w oczach wygląda znad kanapy. Mówi poszarpanym, świeżym głosem.)

Krzysztof: Umm… Dzień dobry mamo… Która godzina?

(Anastasia słysząc głos za plecami lekko podskakuje i patrzy na syna. Widzi, jak w pośpiechu dopina guziki w pomiętej koszuli i przysłania kołdrą leżącą obok Sophie. Przez chwilę na jej twarzy występuje duży wyraz zdumienia, który po chwili zamienia się w standardowy, kamienny ni to grymas, ni to uśmiech.)

Anastasia: Dobry dla kogo dobry. Widzę, że nie próżnowaliście dzisiaj w nocy. Zostawić was samych na chwilę to, jak ojca. Taki ułożony byłeś zanim się ożeniłeś z tą Edelką. Już mogłeś tym księdzem zostać. Dziedzica byś nie dał, ale chociaż jakieś maniery by zostały. Jakiegoś odległego kuzyna by się znalazło by tron wziął, Ty byś błogosławił, a tak to proszę! Salon, godzina, bo pytałeś, dziesiąta, a nawet po! A wy co? Na kanapie, półnadzy, ubrania rozrzucone, butelki pozostawiane po całym pokoju. W kogo Ty się wdałeś? Gdzie to ułożenie?

(Krzysztof nieco zszokowany wstaje i podchodzi do matki)

Krzysztof: No, niech mama nie przesadza. Dopiero mieliśmy ślub. Raz na jakiś czas się można wyspać. A w porównaniu do Damiano, myślę, że nadal jestem ułożony. Tu paparazzi nie stoją pod oknami - podszedł do okna i rozejrzał się- nie wszystko wyjdzie. Butelki zaraz raz, dwa posprzątam i będzie jak kilkanaście godzin temu - czysto i schludnie. Czy my mamy dzisiaj coś zaplanowane?

(Sophie w końcu budzi się. Otwiera jedno oko, którym spogląda na Anastazję. Wstaje narzucając na siebie szybko jakąś narzutkę. Zaczyna zbierać butelki)

Sophie: Dzień dobry, Pani Matko! Jak dobrze, że zawsze można liczyć na Twoje niezapowiedziane wejście! Troszkę nam się z Krzysiem pospało! Ale musisz nam wybaczyć, to nie była zbyt długa noc… Prawda… Tygrysie?

(Sophie wrzuca butelki do kosza, talerze układa na blacie.)

Sophie: Żebym ja musiała to sprzątać… Niepojęte. Skoro i tak musimy robić to sami… Krzysztofie, może powinniśmy spędzać więcej czasu… w odosobnieniu? W końcu byśmy się wyspali!

(Anastasia już ma coś odpowiedzieć Krzysztofowi, ale pobudka Sophie zamyka jej usta. Zwłaszcza pieszczotliwe przezwisko. Karci się pod nosem, że po raz drugi pozwoliła wytrącić się z roli.)

Anastasia: No, na pewno, na pewno więcej czasu w odosobnieniu… Nie daj Matko i już do końca mi ten Krzysiu zbiednieje. I z morałów, i z tych mięśni, może jeszcze pieniędzy… I jakbyście się bardziej zainteresowali innymi, a nie swoimi igraszkami to byście wiedzieli, że o tu macie dzwonek. Wciskacie i służba przychodzi. Krzysiu, co się dzieje? Gdzie Twoja pamięć, że masz służących?

Krzysztof: Mamo, spokojnie nie bój się… A co do służby to… lepiej, żeby nie widzieli tego w pierwotnym stanie. Jeszcze wyjdzie coś z pałacu. Lekko ogarniemy i ich zawołam.

(Krzysztof obraca się do Sophie.)

Krzysztof: Kochanie, jak będzie czas to pojedziemy do Wertingham, tam pośpimy trochę więcej - przez myśl przeszły mu poranki z dudami, które budziły królową.

(Krzysztof podszedł w stronę telefonu i poprosił do słuchawki swojego equerry. Zapytał go o terminarz, po czym zwrócił się do mamy.)

Krzysztof:Mamo, za godzinę mam spotkanie w muzeum. Sophie, idź się przygotować, idziesz ze mną.

(Sophie, podchodząc do Krzysztofa, mówi do Anastazji)

Sophie: Widzisz, jaki on jest stanowczy? Chyba nie chcesz w nim tego zmieniać? Taki stał się zaraz po ślubie. Powiedziałabym, że nawet w pierwszą noc po ślubie!

(Sophie staje przed Krzysztofem, niemal stykając się z nim. Zadziera głowę do góry, patrząc mu smutno w oczy)

Sophie: Muzeum? Może pojechalibyśmy do Edelweiss. Trochę byśmy odpoczęliśmy. Zaciągnęli prawdziwej kultury. W muzeum czeka nas znowu tylko sztuczne uśmiechanie… Musimy tam jechać?

Krzysztof: Przecież wiesz, że to nasza praca… Dajemy tym ludziom radość, wspieramy ich, jesteśmy… Przykładem… (lekko się zawiesił i zaśmiał) Wakacje będą już niedługo, na Schmelfetz na pewno tam będziemy. A teraz, no czekają nas obowiązki.

(Podszedł energicznie do przycisku i zadzwonił po służbę, która po kilku minutach zjawiła się w salonie.)

Anastasia: Przykładem… przykładem… Ja o waszych grach i upodobaniach w łóżku słuchać nie muszę.

(Ostatnie słowa Anastasia skierowała w stronę Sophie, która wbrew jej planom nie poczuła się skarcona, a przeciwnie. Stała wyprostowana i z zawadiackim uśmiechem patrzyła się na nią.)

Anastasia: Idźcie, idźcie już do tego muzeum czy lećcie między te góry… Same problemy z tą miłością…

(Anastasia machając ręką i kręcąc głową odchodzi w stronę okna po drodze wyjmując ze srebrnej szkatułki papierosa.)

Sophie: No dobrze, skoro musimy… Pójdę się przygotować. Tylko… Czy ja mam w ogóle w co się ubrać?

(Sophie, zastanawiając się jaką odzież wybrać, kieruje się w stronę swojej garderoby. Po drodze mija obraz Joahima, przesuwając palcem wzdłuż jego ramy. Zerka, czy nie osadził się tam kurz.)

Sophie: Taaak, same problemy z tą miłością… Muzeum… Krzysztofie, za chwilę będę gotowa!
(Sophie wychodzi z salonu)

(Krzysztof po wyjściu Sophie podchodzi do matki.)

Krzysztof: Mamo, nie bądź na nią zła, przecież dopiero wyszła za mąż, dopiero się wdraża, poznaje to życie. Stara się żeby sprostać Twoim wymaganiom… No, nic zmykam - obowiązki wzywają. Będziemy na obiad!

(Windsor wychodzi z salonu, przedtem lekko całuję matkę w policzek na pożegnanie. Anastasia bez słowa odprowadza wzrokiem każde z nich, by ostatecznie uchylić drzwi na taras i opierając się o ramę zacząć głośno myśleć.)

Anastasia: Młoda miłość, taka energiczna, taka pełna pasji, taka nie zjedzona przez czas, jak płaszcz przez mole. Jej gwałtowność, jej poryw…

(Spogląda za siebie na portret, na którego ramie z daleka widać ślad po przejechaniu palcem.)

Anastasia: Ale niech nie myślą, że to ich usprawiedliwia. Życie nie robi nikomu łaski i nie przyjmuje wymówek. Godzina do wyjścia, a oni w pierzynach.

(Zamyka drzwi i gasi papierosa w popielniczce leżącej na stole. Podchodzi do portretu męża i tęsknie patrzy.)

Anastasia: A my potrafiliśmy nawet spektakl w teatrze opóźnić bo nas pochłonęły sprawy ważniejsze niż państwowe… A teraz proszę, mniej słów usłyszę niż podczas Twojego pamiętnego pobytu w “kurorcie zdrowotnym MSW” bawiąc się tymi różnymi narzędziami…

(Do pomieszczenia wkracza fikuśnie ubrany sługa pocztowy z torbą listonoszką przerzuconą przez ramię.)

Sługa pocztowy: Wasza Wysokość. List do Państwa.

(Poprawia perukę na głowie i wręcza kopertę do ręki Anastasji. Po tym szybko wybiega z pokoju. Koperta ma kolor butelkowo-zielony, ozdobiony złotym obramowaniem. Pachnie męskimi perfumami o korzennym zapachu. W środku znajduje się list napisany piórem, zamaszystym pismem na papierze czerpanym.)
Ukochana!

Słodkie w mej pamięci wspomnienie!
Gdy tylko myśli me ku Tobie skieruję,
Cały zaraz wstydliwie się rumienię,
Gdy z tęsknoty godzinami lamentuję,
A lędźwie me płoną ogniem nieprzebranym
I ukryć tego za nic w świecie nie mogę,
Nawet gdy jestem kompletnie ubrany!
Sam sobie z tym nie pomogę…

Nigdy się z tym nie pogodzę,
Że inne dłonie twe ciało dotykają.
Tylko wtedy myśli me rozpogodzę,
Jeśli nasze usta w pocałunku się spotkają.

Dla Ciebie gotów jestem w ogień skoczyć!
Każde Twe wymyślne życzenie spełnię!
Nie każ mi z tęsknoty ze sobą skończyć!
Jeśli miłości uśmiechem twym nie wypełnię!

Daj tylko znak, a przybędę!
Twój Rycerz
H jak Held
(Anastasia przeczytała list kilka razy, czując zawsze coś innego. Najpierw zdziwienie, potem poczuła jakby jakiś ogień się w niej rozpalił, następnie podejrzenie. Na jeszcze nie pomalowaną, bladą twarz wystąpił rumieniec. Spojrzała na portret męża i rzucając mu tęskne spojrzenie, schowała list do kieszeni szlafroka i wyszła z salonu.)

Kurtyna
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 4191
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Femme Mystere »

Scena 2 “Stara miłość nie rdzewieje”
Miejsce akcji: Piotrowice Romanovskie, Zamek Imperatora, tylko częściowo wykończony (zabrakło funduszy w MBP)
Postacie: @Piotr Romanow , @Waksman , @Benji Rockwell , @Bolesław domu Kirianóo

(Na scenę zataczają się Piotr Romanov, Kaspar Waksman, Benji Rockwell, Bolesław Kirianóo. Każdy z butelką jakiegoś trunku w ręce. Waksman podpiera Piotra ramieniem.)

Piotr: I…

(Piotr zaczyna wyraźnie podpitym głosem.)

Piotr: … jeszcze jeden i jeszcze raz!

(Potem Piotr staje na baczność. Salutuje niewidzialnemu dowódcy i popija wino prosto z gwinta.)

Piotr: TO HYMNU! VIVAT NORDATA! Panowie!

(Piotr stuka swoją butelką o butelkę Bolesława.)

Bolesław: Piotrzsze… Jak ja ciebie sszszsanuję… Gdybyśsz tak tylko z tymi… hyk… Edlami tak często nie balowałbyśsz… Vivat Nordata! Hyk…

(Piotr wyciąga zza paska mały toporek i rzuca nim z furią prosto w obraz wiszący na ścianie, przedstawiający Joahima von Ribentropa.)

Piotr: Musisz wspominać Edelweiss właśnie teraz? Wyprowadziliśmy się stamtąd z Benjim i dzięki prawdziwym przyjaciołom, takim jak Kaspar i ty, udało nam się stworzyć Piotrowice Romanovskie… Powinniśmy… powinniśmy…

(Piotr traci rezon, siada na kamiennej posadzce i chowa twarz w dłoniach. Pochlipuje z cicha.)

Bolesław: Piotrzsze… Oni są jak choroba!!! Są wszędzie i sieją tę zarazę!!! Nawet ciebie dopadło. Skąd te łzy w twoich oczach? Czy to zapalenie spojówek? Czy może drzazga ich niecnych czynów?
Benji (czkając): Tato, hyk, nie myśl tyle o nich. Mało Ci już żali dali, ran zadali? Krew za nich przelałeś, a oni jak się opłacili? Nożem w serce i zdradą na kobiercu.

(Siada obok ojca)

Benji: Teraz mamy własne państwo, własne zasady. Wszystko dookoła jest nasze, znaczy Twoje! Zamiast myśleć o nich, myśl, jak uczynić nas silnymi, przykładem dla reszty Pollinu i zetrzeć uśmieszki wrogów z twarzy.

(Na chwilę popada w zadumę by zaraz gwałtownie wstać)

Benji: Mam! Zapomniałeś? Jestem zięciem Ribertropa i Windsachen! Jak lepiej rozsadzić całą tą klikę od środka, jak nie uderzając w jedno z dwóch małżeństw, które siedzi i patrzy na Twój los? Które zgotowało Twój los.
Bolesław: Benżij ma rację! Jeśli Piotrowice mają być sercem Polinu, to właśnie teraz powinny wyznaczać rytm jego życia! Bez tej… ha tfu… zarazy!

(odwraca się do Waksmana)

Bolesław: A ty, Waksman, co tak milczysz? Przepaliło ci krtań, czy w głowie wymieszało?
Waksman: Ja? Nieeeeee. Ja ustalszam plan! Misterny… Myślę, że abyśsz był królem z krwi i, hyk, kości to powinniśmy cię namaścić! NASZA NORDATA MUSZI BYĆSZ WIEEEEELKA I PIĘKNA. Zaproszmy kscięciunia do nas razem z Sophie. Niech Cię namaści.

(Piotr ociera łzy i nosa rękawem.)

Piotr: Rzuciła na mnie urok… Sophie…

(mruczy pod nosem, po czym zrywa się na równe nogi, podnosi butelkę wysoko nad głowę.)

Piotr: KOCHAM WAS!

(Krzyczy i daje każdemu buziaka w policzek)

Piotr: Tylko wy jesteście prawdziwymi przyjaciółmi. Macie rację. Zrobię, jak radzicie! VIVAT NORDATA!

(zakrzykuje, po czym wybiega ze sceny)
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Awatar użytkownika
Heinz-Werner Grüner Stempel
Oberhaupt
Posty: 21579
Rejestracja: 06 maja 2021, 12:34
Lokalizacja: Stadt Edelweiss, Edelweiss

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Heinz-Werner Grüner »

- Jakie to jest k... dobre! - słychać było głośne zawołanie z widowni...
(-)Heinz-Werner Grüner
OBERHAUPT EDELWEISS
Obrazek Obrazek ..
oberhauptokration
Awatar użytkownika
Joachim Cargalho Stempel
Graue Eminenz
Posty: 6084
Rejestracja: 18 stycznia 2022, 20:21

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Joachim Cargalho »

A mnie zawsze zastanawia, czy czytelnicy są w stanie rozstrzygnąć który z autorów pisał którą z postaci... :D
Obrazek
Awatar użytkownika
Heinz-Werner Grüner Stempel
Oberhaupt
Posty: 21579
Rejestracja: 06 maja 2021, 12:34
Lokalizacja: Stadt Edelweiss, Edelweiss

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Heinz-Werner Grüner »

Joachim Cargalho pisze: 22 marca 2023, 22:39 A mnie zawsze zastanawia, czy czytelnicy są w stanie rozstrzygnąć który z autorów pisał którą z postaci... :D
Opiszę w takim razie moje doznania. "Pióro" każdego z autorów ciężko rozpoznać po jednym wspólnym akcie, ale, że w EDL mamy już "którąś" autorską sztukę to śmiem twierdzić, że wiem kto i ile włożył w tekst.
Ot, choćby i żart Lieselotte, czy też poprawnie politycznie zapiętą koszulę Krzysztofa, a może i nonszalancję Zosi, to wszystko da się oddzielić, ale akurat ile wkładu jest w tym Joachima-hieny naszej kochanej to mnie osobiście ciężko ocenić. I to nawet nie chodzi, że chciałbym urazić, ale o właśnie takie "luźne pisanie" i umiejętność wcielania się w odpowiednie sytuacje czyni go "ukrytym", ale zapewne w pełni zaangażowanym w twórczość drugiej części "Rodu Cargalho...".
(-)Heinz-Werner Grüner
OBERHAUPT EDELWEISS
Obrazek Obrazek ..
oberhauptokration
Awatar użytkownika
Krzysztof Windsor Stempel
Ambasador Królestwa Voxlandu
Posty: 341
Rejestracja: 28 marca 2022, 19:31

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Krzysztof Windsor »

Joachim Cargalho pisze: 22 marca 2023, 22:39 A mnie zawsze zastanawia, czy czytelnicy są w stanie rozstrzygnąć który z autorów pisał którą z postaci... :D
Możemy ogłosić na końcu. :D
Awatar użytkownika
Joachim Cargalho Stempel
Graue Eminenz
Posty: 6084
Rejestracja: 18 stycznia 2022, 20:21

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Joachim Cargalho »

W końcu mogę poczuć się doceniony! Natomiast przyznam, że Makumba nie był przypadkowym wyborem w konkursie czempionów. Bliżej mi jednak ciągle do świni, a nie hieny. :lol:

Gdy jednak poskładasz sobie szyk, żart i kunszt pozostałych autorów, będziesz mógł wyłapać jak śmieje się Twoja ulubiona hiena. :P
Obrazek
Awatar użytkownika
Heinz-Werner Grüner Stempel
Oberhaupt
Posty: 21579
Rejestracja: 06 maja 2021, 12:34
Lokalizacja: Stadt Edelweiss, Edelweiss

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Heinz-Werner Grüner »

Joachim Cargalho pisze: 23 marca 2023, 07:30 W końcu mogę poczuć się doceniony! Natomiast przyznam, że Makumba nie był przypadkowym wyborem w konkursie czempionów. Bliżej mi jednak ciągle do świni, a nie hieny. :lol:

Gdy jednak poskładasz sobie szyk, żart i kunszt pozostałych autorów, będziesz mógł wyłapać jak śmieje się Twoja ulubiona hiena. :P
Czyli całość jest Twoja. ;)
(-)Heinz-Werner Grüner
OBERHAUPT EDELWEISS
Obrazek Obrazek ..
oberhauptokration