
Siedział Heinz-Werner Grüner sam, skoro inni nie przybyli na wezwanie. Nawet Hagyma Zoltan już poszedł do swojego miejsca noclegowego, całkiem z resztą niedaleko miał - raptem 3 minuty spacerkiem.
Analizował położenie swojej przyszłej inwestycji, cyrklem nakreślał na mapie, później wymiarował to i zapisywał w notesie. Ekierką i innymi przyborami geometrycznymi wspomagał się by osiągnąć lepszy obraz tego co chciał widzieć.
Rzadko palił, ale tym razem sobie nie odmówił. Wyciągnął z szafy, tej znad kredensu paczkę otwartych papierosów. I choć opakowanie było strasznie zmętlone, pozostałości druku wskazywały, że wyciągnął jednego
Nowobrzeskiego z filtrem. Poszukał zapałek na biurku, wszak niedawno ich używał do zapalenia lampy naftowej.
Strzęk ryśniętej warstwy siarki i niewielka główka na drewnianym paliku zapłonęła. Mężyczyzna przystawił do ust leżącego papierosa, następnie płonącą "pochodnie". Zaciągnął się, po czym mały kłębek dymy wydobył się z jego ust... Zakasłał delikatnie, chciał się pohamować, ale gryzący dym wydobył z niego głośne kaszlnięcie. Raz, drugi, trzeci...W końcu się otrząsnął, zaciągnąłdrugi raz. Tym razem już bez dodatkowych atrakcji.
Stanął przy oknie, gdzie miał przepiękny widok na delikatnie oświetloną lampionami ulicznymi, rzekę i most na niej... Przy blasku księżyca wyglądało to majestatycznie. Brukowane "kocie łby" wiły się przy tym świetle niczym żywe organizmy. Nurt rzeki wprowadzał dodatkową magię, raz będąc ciemnoniebieską cieczą, raz czarnym jej odmętem. Czasem uderzająca fala o inną falę, lekko się spieniła tworząc szarawy kontrast... Grüner w coraz większych kłebach dymu wygladał niczym zjawa w oknie. Gdyby ktoś widział go akurat w drewnianej ramie, za szkłem, to najadłby się niemałego strachu. Biel koszuli, odcięty tylko ciemnobrazowymi szelkami, wyglądał na "postaci z DerSitz" niczym prześcieradło zarzucone na postać ducha rodem z dziecięcego występu artystycznego. Smykła twarz mężczyzny była delikatne zamglona. Gdyby nie ten płonący żar w ustach...
Ach nie jeden z uciekałby ze
Stadtplatz w podskokach...
Tymczasem gdzieś w oddali, na drugim brzegu zauważył przykurczoną, skradającą się postać. Zmierzała w kierunku
Alte Brücke...