W domu Pana Z - wprowadzenie do części V
Pan Z, wróciwszy do domu po burzliwie zakończonej rozmowie z Drwalem, zaczął szykować porcję ziół, które zakupił u zielarza. Dodawał do mieszanki kolejno miętę, pokrzywę, melisę i dziwnie wyglądającą niebieską roślinkę, która przypominała kwiat choć zapach miała bardziej słodko-miętowy. Zalał przygotowane zioła zimną wodą i zaczął trzeć mieszankę. Gdy woda zmieniła kolor wyciągnął on stary, oprawiony w owczą skórę z czarnym paskiem pilnującym dostępu do zawartości notatnik. Kartki jego były szare, czasami wydawało się, że były poplamione. Część początkowych stron była już zapełniona słowami, napisanymi czarnym kawałkiem węgla o zaostrzonym końcu. Część stron było urwanych, jakby jakaś część treści notatnika była wyrwana spod opieki okładki. Pan Z otworzył go na pierwszej pustej stronie, wyciągnął on również zasłużony kawałel węgla z szafki obok łóżka. Zaczął on pisać, słowo za słowem, jakby w transie notował każde słowa jakiegoś nadprzyrodzonego bytu. Choć pisał dość szybko, to jednak uważał, aby nie złamać kawałka węgla, co by oznaczało kolejną podróż do sklepu. Pisał tak około godziny, pięć stron, w tym czasie, wypełniło się czarnymi kreskami składającymi się w litery. W końcu jednak zakończył rytuał. Wrócił do przygotowywania mieszanki ziół, zalał je gorącą wodą i mieszał. W końcu wywar przyjął zielonkawo niebieski kolor i w przeciągu sekund przestał parować tak, jakby całe ciepło wody uciekło. Wypił on wywar i położył się na łóżku, głowę skierował w stronę okna, przy którym stał ten sam niebieski kwiat, którego Pan Z użył w wywarze. Chwila tylko wystarczyła, a ten już spał...
To miała być część V. Natomiast, gdy po kilku dniach wróciłam do pisania tejże części w głowie miałam już zupełnie inny od pierwotnego koncept. Jednak przedstawienie kolejnego miejsca akcji, jak i wzbogacenie nieco osoby Pana Z w tej części było na tyle ważne, że postanowiłam zrobić z tego wstęp do właściwej części V, stąd też długość tekstu jest mniejsza niż wcześniej.

