Wykonano już nawet pierwszą próbę rozpalenia ogniska, pod egidą i czujnym okiem komendanta głównego edelweisskiej straży ogniowej ze Stadt, Herr Anselma Untergunther. Poszło szybko i gładko. Teraz pozostaje podpisać stosowne dokumenty i można szykować się na jutro.

Stragany, wszlekiej maści kramiki pomału wypełniały się towarami. Lokalni wytwórcy nie próżnowali, wiedzą, że to czas świąteczny, ale i sporego zarobku, więc trzeba będzie to równoważyć. Jest i słynna babinka Edburga i dziadek Jürgen, całkiem już poryci zmarszczkami na twarzy, ale jurni w swojej gibkości. Jakby im się tak dłużej przyjrzeć, to nikt nie zgadłby ile wiosen już witali w swoim życiu.
Byli i inni, ale w rzczy samej w takiej masie ludzi wyróżniała się ta dwójka. Aż nachodzi wspomnienie o Frau @Isabella Swann, która już nie tylko za góry, doliny, ale i za morza się udała. A my nadal czekamy...

Wtem jak nie wrzasnął, jak nie parsknął Herr Hagyma Zoltan, gestor samego oberhaupta Grünera, jął nawoływać chętnych jegomosciów, starych i młodych, pięknych i biedych, brzydkich i bogatych, by okazali się charakterem i odwagą czyniąc honory narodowi Kotliny Edelweiss i stanęli w szranki w konkursie na "Ogniomistrza Schmelzfest roku 1925-ego".
Od kandydata oczekiwano wytrwałości, siły i wigoru. Do tego nadawać by się mógł... kto zaproponuje siebie lub swojego kompana?
