Albert szedł powoli, zbaczając z wydeptanych ścieżek, jakby próbował wymknąć się samemu czasowi. Każdy krok był przemyślany, każdy oddech kontrolowany. Słońce zaczynało chylić się ku zachodowi, a wraz z nim nadchodził kres polowania.
Cisza górskiej doliny była niemal namacalna. Tylko wiatr świszczał między skałami, niosąc ze sobą echo minionych dni. Albert wertował wzrokiem teren – od surowych klifów po rozległe płaskowyże. Wciąż nie było śladu godnej siebie zwierzyny.
Naciskał dalej, wyżej, ignorując zmęczenie. Wiedział, że to ostatnia szansa. Nie zamierzał wracać z niczym.
Jego dłonie pewnie spoczywały na broni, a wzrok uważnie śledził każdy ruch w otoczeniu. Gdzieś tam, w cieniu skał, mogła kryć się zwierzyna, której szukał.
1d100
1d100
Albert Fryderyk de Espada - Strzelec Wyborowy
Regulamin forum

- Albert Fryderyk de Espada • Stempel
- Faktotum
- Posty: 2984
- Rejestracja: 01 marca 2022, 21:26
- Lokalizacja: Glänzberg
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
- Albert Fryderyk de Espada • Stempel
- Faktotum
- Posty: 2984
- Rejestracja: 01 marca 2022, 21:26
- Lokalizacja: Glänzberg
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
Re: Albert Fryderyk de Espada - Strzelec Wyborowy
5 - zwierzyna mała
63 - brak zwierzyny
Albert zatrzymał się na krawędzi urwiska, skąd rozciągał się widok na całą dolinę. Słońce, opadające coraz niżej, barwiło niebo odcieniami pomarańczu i fioletu. Wtedy go dostrzegł... Orzeł.
Nie był to masywny drapieżnik, jakich spodziewał się upolować w tym sezonie, ale w tym momencie nie miało to znaczenia. Ptak rozpościerał się przed nim majestatycznie, a Albert, z niemal stoickim spokojem, uniósł broń.
Celował długo, pozwalając sobie na ostatnią chwilę skupienia - chwilę którą chciałby aby ciągnęła się w nieskończoność lecz w końcu z marazmu wyrwał go przeszywający huk. Zwierzę padło na ziemię. Chwilę później wiatr nadal świszczał, słońce wciąż zachodziło, a Albert wiedział, że to koniec.
1d100
63 - brak zwierzyny
Albert zatrzymał się na krawędzi urwiska, skąd rozciągał się widok na całą dolinę. Słońce, opadające coraz niżej, barwiło niebo odcieniami pomarańczu i fioletu. Wtedy go dostrzegł... Orzeł.

Nie był to masywny drapieżnik, jakich spodziewał się upolować w tym sezonie, ale w tym momencie nie miało to znaczenia. Ptak rozpościerał się przed nim majestatycznie, a Albert, z niemal stoickim spokojem, uniósł broń.
Celował długo, pozwalając sobie na ostatnią chwilę skupienia - chwilę którą chciałby aby ciągnęła się w nieskończoność lecz w końcu z marazmu wyrwał go przeszywający huk. Zwierzę padło na ziemię. Chwilę później wiatr nadal świszczał, słońce wciąż zachodziło, a Albert wiedział, że to koniec.
1d100
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości
