Nieoficjalny lot - Atlas ATP-E 1922 "Constelation", na którego za sterami znalazł się prawdopodobnie sam H.W.Grüner opuścił lotnisko w okolicach godziny 19:10.
Kontrola lotów została poinformowana, że lot nie ma statusu relizacji lotu "VIP".
Lądowanie na lotnisku docelowym Grodzisk-Poddębice [SAR] przewidziane jest na godzinę 21:10.
[EDL018] Atlas ATP-E 1922 "Constelation" - Stadt Edelweiss - Grodzisk-Poddębice [SAR]
Moderator: Ronon Dex
- Heinz-Werner Grüner • Stempel
- Oberhaupt
- Posty: 21588
- Rejestracja: 06 maja 2021, 12:34
- Lokalizacja: Stadt Edelweiss, Edelweiss
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
- Albert Fryderyk de Espada • Stempel
- Faktotum
- Posty: 2986
- Rejestracja: 01 marca 2022, 21:26
- Lokalizacja: Glänzberg
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
Re: [EDL018] Atlas ATP-E 1922 "Constelation" - Stadt Edelweiss - Grodzisk-Poddębice [SAR]
[EDL018]
-Tu wieża kontroli lotów FENG. EDL018 macie zgodę na start, powtarzam macie zgodę na start. Kołujcie drogą nr 2 w stronę pasa numer 1. Kierunek zachodni. Za chwilę dotrze również komunikat pogodowy.
Spokojnego Lotu.
WIEŻA KONTROLI LOTÓW PORTU LOTNICZEGO
FLUGHAFEN EDELWEISS - NEUE GÄRTEN
Dzień 07 VIII 1925 roku - Raport Pogodowy 0708/I
FLUGHAFEN EDELWEISS - NEUE GÄRTEN
Dzień 07 VIII 1925 roku - Raport Pogodowy 0708/I
Niebo zachmurzone z około 60% szansą na wystąpienie opadów. Silne podmuchy wiatru z południa i połudiowego-wschodu, zaleca się wszystkim maszynom obywającym loty nad Koltiną Edelwiess utrzymywać szacowany pułap ponad chmurami w wysokości około 6000 m.
Podpisano,
Ulrich Willheister
Starszy Meteorolog FENG
Ulrich Willheister
Starszy Meteorolog FENG
- Heinz-Werner Grüner • Stempel
- Oberhaupt
- Posty: 21588
- Rejestracja: 06 maja 2021, 12:34
- Lokalizacja: Stadt Edelweiss, Edelweiss
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
Re: [EDL018] Atlas ATP-E 1922 "Constelation" - Stadt Edelweiss - Grodzisk-Poddębice [SAR]
Jeszcze tej samej nocy, przed świtem ok. godziny 3:30 Atlas ATP-E 1922 "Constelation" powrócił na Flughafen Edelweiss-Neue Gärten.
Warunki pogodowe były beznadziejne, lał rzęsisty deszcz, ale lądowanie odyło się bez problemu.
Maszyna kołowała jeszcze, kiedy na pasie zgasły światła prowadzące — zupełnie niespodziewanie.
Kabina zadrżała pod wpływem silniejszego podmuchu wiatru, a w głośnikach zapadła cisza. Nikt z wieży nie odpowiadał na wezwania.
Deszcz walił w kadłub jak grad stalowych kul, a przez rozmazane krople na szybie kokpitu kapitan dostrzegł coś...
Postać? Cień?
Coś stało w odległości kilkudziesięciu metrów, tuż przy krawędzi pasa, nieruchome i ciemne jak noc.
— Czy to… ktoś z obsługi? — zapytał Grüner (pełniący podczas lotu rolę pierwszego oficera), pochylając się nad panelem.
— O tej godzinie? W tej pogodzie? — kapitan zmrużył oczy, sięgając po radio.
Ale radio nadal milczało.
— Może to techniczni Może ktoś nie zgłosił zmiany zmiany? — Heinz próbował racjonalizować ale sam nie brzmiał przekonująco.
Cień przy krawędzi pasa wciąż się nie poruszał. Gdy koła samolotu skręciły w kierunku drogi kołowania, światła reflektorów musnęły tę sylwetkę na chwilę — i wtedy kapitan zamarł.
To nie był człowiek. A przynajmniej nie wyglądał jak człowiek ubrany w jakikolwiek znany uniform. Ciało było zbyt wysokie, nienaturalnie smukłe, bez krawędzi ubrań czy odblasków. Twarz… jeśli to była twarz… odbiła światło w sposób, który przyprawiał o dreszcze — jakby była z gładkiej porcelany.
I wtedy... zniknęła. Po prostu.
Nie odeszła, nie uciekła — zniknęła tak, jakby się rozpłynęła we mgle i deszczu.
— Widziałeś to? — głos Grünera był cichy, napięty.
Kapitan skinął głową.
— Tak. I to nie był nikt z naszej listy obsługi.
W końcu radio odezwało się z trzaskiem:
— Delta-Eins-Vier-Zwei, zgłoście pozycję. Kontakt utracony. Macie widoczność?
Kapitan odchrząknął i nacisnął przycisk nadawania.
— Edelweiss, tu Constelation. Kołujemy… ale ktoś tu z nami nie lądował.
Warunki pogodowe były beznadziejne, lał rzęsisty deszcz, ale lądowanie odyło się bez problemu.
Maszyna kołowała jeszcze, kiedy na pasie zgasły światła prowadzące — zupełnie niespodziewanie.
Kabina zadrżała pod wpływem silniejszego podmuchu wiatru, a w głośnikach zapadła cisza. Nikt z wieży nie odpowiadał na wezwania.
Deszcz walił w kadłub jak grad stalowych kul, a przez rozmazane krople na szybie kokpitu kapitan dostrzegł coś...
Postać? Cień?
Coś stało w odległości kilkudziesięciu metrów, tuż przy krawędzi pasa, nieruchome i ciemne jak noc.
— Czy to… ktoś z obsługi? — zapytał Grüner (pełniący podczas lotu rolę pierwszego oficera), pochylając się nad panelem.
— O tej godzinie? W tej pogodzie? — kapitan zmrużył oczy, sięgając po radio.
Ale radio nadal milczało.
— Może to techniczni Może ktoś nie zgłosił zmiany zmiany? — Heinz próbował racjonalizować ale sam nie brzmiał przekonująco.
Cień przy krawędzi pasa wciąż się nie poruszał. Gdy koła samolotu skręciły w kierunku drogi kołowania, światła reflektorów musnęły tę sylwetkę na chwilę — i wtedy kapitan zamarł.
To nie był człowiek. A przynajmniej nie wyglądał jak człowiek ubrany w jakikolwiek znany uniform. Ciało było zbyt wysokie, nienaturalnie smukłe, bez krawędzi ubrań czy odblasków. Twarz… jeśli to była twarz… odbiła światło w sposób, który przyprawiał o dreszcze — jakby była z gładkiej porcelany.
I wtedy... zniknęła. Po prostu.
Nie odeszła, nie uciekła — zniknęła tak, jakby się rozpłynęła we mgle i deszczu.
— Widziałeś to? — głos Grünera był cichy, napięty.
Kapitan skinął głową.
— Tak. I to nie był nikt z naszej listy obsługi.
W końcu radio odezwało się z trzaskiem:
— Delta-Eins-Vier-Zwei, zgłoście pozycję. Kontakt utracony. Macie widoczność?
Kapitan odchrząknął i nacisnął przycisk nadawania.
— Edelweiss, tu Constelation. Kołujemy… ale ktoś tu z nami nie lądował.
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 14 gości
