Rano, gdy tylko słońce zaczęło się wyłaniać zza gór, Piotr podniósł się żeby przywitać nowy dzień. Rozejrzawszy się dookoła swojego namiotu, wziął siekierę i wstał, aby narąbać drewna na opał. Jako, że był w niższych partiach gór postawił na chrust, a także na drzewa, które były połamane, albo umarły w wyniku innych naturalnych zdarzeń. Herr Romanow zawsze był przeciwnikiem niszczenia natury.
Gdy ognisko nabierało temperatury przede wszystkim musiał się pojawić mały czajniczek, na którym mógłby zagotować wodę na herbatę, niedaleko od ogniska ustawił także drewienko, aby na nim wysuszyć umyte skarpetki. Tych jak zawsze zabrał dużo, ponieważ wiedział, że mokre skarpety w górach to najgorsze co może mu się przytrafić.
Temperatura wody zaczęła rosnąć, gdy nagle nad czajnikiem zaczynała się unosić para. W tym momencie złapał za swój kubeczek, do którego wsypał liście czerwonej herbaty, zerwał z okolicznego iglaka parę igieł i dorzucił do herbaty, po czym wszystko zalał ciepłą wodą.
Spojrzał przed siebie i rzekł; -
Ahh, Hory, jak ja ich liubliu.