Heinz poczuł ciepło palców Lieselotte na swojej dłoni, a koniuszki długich, czarnych włosów smagnęły jego policzek, tańcząc lekko na rzecznej bryzie. Wiatr igrał z nimi jak z jedwabnymi wstążkami, unosząc je na moment w powietrze, jakby chciał podkreślić ulotność tej chwili. Jej krystaliczne, szlachetne oczy błyszczały, odbijając światło energii, które w sobie nosiła.
- Nigdy chyba nie miałam okazji podziękować Ci za to, że stworzyłeś mi dom w Edelweiss. Uratowałeś mnie z płonącej Teutonii, pogrążonej w rozpadzie. Edelweiss to miejsce, które uwielbiam. Może zbyt długo pozwalałam, byś myślał, że moja służba jako Faktotum to dług, który spłacam. Ale prawda jest taka, że nie jest to obowiązek, lecz zamysł. Mój własny wybór. Moje miejsce — przy Tobie.
Drugą dłoń położyła mu na policzku. I dalej bez cienia ironii kontynuowała.
- Kim jestem dla Ciebie, Heinz? – zapytała z nietypową dla siebie powagą. – Jestem twoją Faktotum, prawda? A Ty jesteś moim Oberhauptem. Jestem zawsze u twego boku, gotowa, gdy mnie potrzebujesz. Przy kim więc innym możesz być sobą, jeśli nie przy mnie?
Opuściła wzrok.
- Jeśli to ryzyko, to jesteśmy w nim razem — od pierwszego kroku, nawet jeśli wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, dokąd zmierzamy.
Ciekawostki z plaży nad Wolkensee
Moderator: Isabella M. Neumann-Swann
- Femme Mystere • Stempel
- Faktotum
- Posty: 4191
- Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
- Heinz-Werner Grüner • Stempel
- Oberhaupt
- Posty: 21576
- Rejestracja: 06 maja 2021, 12:34
- Lokalizacja: Stadt Edelweiss, Edelweiss
-
ODZNACZENIA
OBYWATEL
Re: Ciekawostki z plaży nad Wolkensee
Heinz ujął jej dłoń mocniej, zatrzymując ją na swoim policzku. Patrzył przez chwilę na rzekę, której tafla odbijała teraz popołudniowe słońce, a potem odwrócił wzrok ku niej.
– Skoro jesteśmy razem w tym ryzyku… to pozwól, że dziś nie skończymy na słowach. – odezwał się spokojnie i z zaciekawieniem.
– Pojedź ze mną. Przejedźmy się wzdłuż jeziora. Drogi są, cóż, dalekie od ideału, ale pogoda sprzyja, a widoki… potrafią wynagrodzić każdy wstrząs powozu. To co? W zasadzie to nie masz wyboru.
Uśmiechnął się lekko, tym razem naprawdę, nie tylko półuśmiechem dla konwenansu.
– Nie będziemy się spieszyć. Czasem warto dać sobie chwilę, by poczuć, że świat się nie wali, tylko po prostu toczy. Jedziemy?
Chwilę poczekał... Pozwolił jej wstać i ruszyli w stronę stojącego niedaleko pojazdu oberhauptowskiego. Ludzie, którzy jeszcze przed chwilą szeptali między sobą, teraz rozstępowali się na ich drodze, jedni z ukłonem, inni z ciekawością. Wiatr przynosił zapach wilgoci od rzeki i świeżego chleba z pobliskich straganów. Oj, ale pachniało!
Kiedy już znaleźli się w "egoiście" (jak kolokwialnie zwały się automobile Ebe - pierwsze wyprodukowane z serii lususowych i sportowych maszyn) Heinz usiadł wygodnie, zerkając na nią z boku.
– Lieselotte… jest coś jeszcze.” – zaczął po chwili, jakby dopiero teraz zdecydował się na następny krok. – Jeśli po jeziorze zostanie nam jeszcze trochę dnia, chciałbym, byś pojechała ze mną do Stadt. Dosłownie kilkadziesiąt metrów od twojego domu. Chciałbym, żebyś pojechała ze mną do mojego syna, Leszka. Dostałem "oficjalne" zaproszenie...
Powiedział to z tą samą powagą, z jaką przed chwilą mówił o ryzyku. Ale w jego oczach kryło się coś innego – nie obowiązek ani powinność, lecz pragnienie, by wprowadzić ją w swój świat głębiej niż dotąd.
Silnik sportowego Ebe Eg01st warczał nisko, a potem ryczał jeszcze głośniej, gdy Heinz pewnym ruchem wrzucił wyższy bieg. Auto ruszyło wzdłuż brzegu Wolkensee, a asfaltowa droga, choć pełna nierówności i drobnych wybojów, zdawała się być stworzona właśnie dla nich. Lieselotte śmiała się, gdy wiatr porywał jej włosy, rozwiewając je jak czarną chorągiew na tle błękitnego nieba. Gdy mijali Cargaldorf nieco spoważniała, ale starała się nie oddać towarzyszowi tego smutku, który ją dopadł.
"Prędkość sprawiała, że świat wokół zamieniał się w kolorowe smugi: raz tafla jeziora błyskała jak rozlana rtęć, raz przemykał las pachnący żywicą, a za kolejnym zakrętem wyłaniały się domki rybaków z malowniczymi pomostami. Heinz, zwykle powściągliwy i skupiony, tym razem pozwalał sobie na radosne uwagi, wskazując na ludzi, którzy odwracali głowy, by zobaczyć błyszczący, wyjątkowy wóz i parę siedzącą w środku."
– Chyba mieliśmy dziś więcej widzów niż cała orkiestra na koncercie w Krzysia Windsora, prawda rzucił z półuśmiechem, a Lieselotte zaśmiała się tak głośno, że echo poniosło jej śmiech wzdłuż jeziora.
Każde przyspieszenie wbijało ich w fotele, a gdy auto brało kolejną nierówność, ich ramiona zderzały się lekko, prowokując do krótkich, niewymuszonych spojrzeń i jeszcze jednego, salwy śmiechu.
Była w tej przejażdżce czysta radość, dwójki znajomych, ba, nawet śmiało można rzec przyjaciół, ale czy kogoś bliskiego. Czy Ci dwoje rzeczywiście chcieli, czy było ich stać na coś więcej?
W tym momencie jednak ważne było tylko to, że na drodze wokół jeziora, liczyli się tylko oni, miło i radośnie wydzierających się w niebogłosy...
– Skoro jesteśmy razem w tym ryzyku… to pozwól, że dziś nie skończymy na słowach. – odezwał się spokojnie i z zaciekawieniem.
– Pojedź ze mną. Przejedźmy się wzdłuż jeziora. Drogi są, cóż, dalekie od ideału, ale pogoda sprzyja, a widoki… potrafią wynagrodzić każdy wstrząs powozu. To co? W zasadzie to nie masz wyboru.
Uśmiechnął się lekko, tym razem naprawdę, nie tylko półuśmiechem dla konwenansu.
– Nie będziemy się spieszyć. Czasem warto dać sobie chwilę, by poczuć, że świat się nie wali, tylko po prostu toczy. Jedziemy?
Chwilę poczekał... Pozwolił jej wstać i ruszyli w stronę stojącego niedaleko pojazdu oberhauptowskiego. Ludzie, którzy jeszcze przed chwilą szeptali między sobą, teraz rozstępowali się na ich drodze, jedni z ukłonem, inni z ciekawością. Wiatr przynosił zapach wilgoci od rzeki i świeżego chleba z pobliskich straganów. Oj, ale pachniało!
Kiedy już znaleźli się w "egoiście" (jak kolokwialnie zwały się automobile Ebe - pierwsze wyprodukowane z serii lususowych i sportowych maszyn) Heinz usiadł wygodnie, zerkając na nią z boku.
– Lieselotte… jest coś jeszcze.” – zaczął po chwili, jakby dopiero teraz zdecydował się na następny krok. – Jeśli po jeziorze zostanie nam jeszcze trochę dnia, chciałbym, byś pojechała ze mną do Stadt. Dosłownie kilkadziesiąt metrów od twojego domu. Chciałbym, żebyś pojechała ze mną do mojego syna, Leszka. Dostałem "oficjalne" zaproszenie...
Powiedział to z tą samą powagą, z jaką przed chwilą mówił o ryzyku. Ale w jego oczach kryło się coś innego – nie obowiązek ani powinność, lecz pragnienie, by wprowadzić ją w swój świat głębiej niż dotąd.
Silnik sportowego Ebe Eg01st warczał nisko, a potem ryczał jeszcze głośniej, gdy Heinz pewnym ruchem wrzucił wyższy bieg. Auto ruszyło wzdłuż brzegu Wolkensee, a asfaltowa droga, choć pełna nierówności i drobnych wybojów, zdawała się być stworzona właśnie dla nich. Lieselotte śmiała się, gdy wiatr porywał jej włosy, rozwiewając je jak czarną chorągiew na tle błękitnego nieba. Gdy mijali Cargaldorf nieco spoważniała, ale starała się nie oddać towarzyszowi tego smutku, który ją dopadł.
"Prędkość sprawiała, że świat wokół zamieniał się w kolorowe smugi: raz tafla jeziora błyskała jak rozlana rtęć, raz przemykał las pachnący żywicą, a za kolejnym zakrętem wyłaniały się domki rybaków z malowniczymi pomostami. Heinz, zwykle powściągliwy i skupiony, tym razem pozwalał sobie na radosne uwagi, wskazując na ludzi, którzy odwracali głowy, by zobaczyć błyszczący, wyjątkowy wóz i parę siedzącą w środku."
– Chyba mieliśmy dziś więcej widzów niż cała orkiestra na koncercie w Krzysia Windsora, prawda rzucił z półuśmiechem, a Lieselotte zaśmiała się tak głośno, że echo poniosło jej śmiech wzdłuż jeziora.
Każde przyspieszenie wbijało ich w fotele, a gdy auto brało kolejną nierówność, ich ramiona zderzały się lekko, prowokując do krótkich, niewymuszonych spojrzeń i jeszcze jednego, salwy śmiechu.
Była w tej przejażdżce czysta radość, dwójki znajomych, ba, nawet śmiało można rzec przyjaciół, ale czy kogoś bliskiego. Czy Ci dwoje rzeczywiście chcieli, czy było ich stać na coś więcej?
W tym momencie jednak ważne było tylko to, że na drodze wokół jeziora, liczyli się tylko oni, miło i radośnie wydzierających się w niebogłosy...
Kto jest online
Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 18 gości


