Kierunek Einsiedelei

termin roboczy dla zabaw fabularnych związanych z ekspedycjami, inwestycjami i redagowaniem narracyjnym.
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Kierunek Einsiedelei

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Bella ucieszona obecnością swojej siostry @Sophie już niecierpliwiła się by wyruszyć w kierunku, którym chciał ich poprowadzić Dziadek. Czekając, aż Panowie zapakują ostatnie rzeczy do plecaków i na konie, zapytała:
- Jak się masz? Tak dawno Cię nie widziałam! Kiedy mnie nie było, tyle się u Ciebie zmieniło! Jak się trzymasz kochana? - zapytała z troską Bella swoją siostrę i uważnie jej się przyglądała.
- Jest dobrze, dużo podróżuję, choć o mnie częściej coś słychać niż o Tobie. - popatrzyła z wyrzutem na siostrę. - Powiedz mi lepiej, jak to się stało, że Ty i August jesteście po ślubie! Matka przecież was zabije jak się dowie.
- Akurat to mamy już za sobą. Wiedzą wszyscy, którzy powinni. A do tego jak to się stało. On po prostu pojechał za mną. I to mi wystarczyło. - powiedziała Bella spoglądając na Augusta, który z Dziadkiem związywali ostatnie rzeczy na grzbiecie koni.
- Dziewuszki, no ja was proszę! Zostawiacie mnie samą z tym bałaganem w kuchni! No już ruszać się obie i pomóc mi posprzątać, bo inaczej nigdy nie wyruszymy. - zawołała Babinka z wnętrza domu Belli
- Lepiej chodźmy bo będzie nam potem marudzić całą drogę! - powiedziała @Sophie
- Spokojnie, Babinka jest kochana. Ale faktycznie może jej pomóżmy.

I tak minęła godzina nim wszyscy byli gotowi do wyruszenia w trasę.
- Auguście ja pójdę przodem bo wiem gdzie mamy iść, a Ty może na końcu? Byśmy mogli bronić nasz najcenniejszy skarb przed wilkami. - zaśmiał się Dziadek i spojrzał na swoją żonę, która zbladła momentalnie na twarzy.
- Powiadasz, że będą wilki? Ty czarcie jeden! Nie wspominałeś o tym wcześniej! Przecież ja się ich boję. - Babinka nie wiedziała co zrobić, zrezygnować i zostać u Belli w domu, ale z drugiej strony dawno nie miała okazji wędrować z swoimi ulubionymi pannami. - Jak mogłeś Jorguś! Jak mogłeś! - zakryła dłońmi twarz i udała, że szlocha by wzbudzić wyrzuty sumienia w Dziadku.
- Babinko, spokojnie ja Cię obronię - powiedziała hardo @Sophie
A August i Bella zaczęli się serdecznie śmiać, kiedy zauważyli jak Dziadek zaczął przepraszać swoją żonę za nieudany żart. Zapomniał jaka to krucha niewiasta.
- Poradzimy sobie wszyscy razem. A teraz kierunek Einsiedelei! - powiedział August i wszyscy powoli ruszyli w kierunku gór. - Z tego co pamiętam musimy najpierw iść w kierunku Ski Kaputte i za nimi wejść w las?
- Zgadza się młodzieńcze! Dobrą masz tą pamięć. Potem będziemy szli przez 3 dni w kierunku Lacoste. Po drodze miniemy Salzbrunn, to tam możemy odpocząć na dłużej. Ale chciałbym jak najszybciej jednak dotrzeć do Einsiedelei! Ostatnio sam szedłem 2 dni. Ale liczę, że nasze drogie Niewiasty nie dadzą rady. To zakładam, że najdalej za trzy dni tam dotrzemy. - odpowiedział Dziadek.

Wszyscy miarowo maszerowali. Dziadek na przodzie pogwizdując i prowadząc wszystkim. Potem Sophie i Babinka, które rozmawiały i co chwilę na przemian wybuchały śmiechem. A na końcu Bella z Augustem w równie dobrych humorach. Pogoda dopisywała, było ciepło jak na ta porę roku. Słońce przyjemnie prażyło po twarzy. Pora na wielką rodzinną eskapadę po ziemi Edelwejskiej.

CDN
@Sophie może wymyślisz jakąś przygodę po drodze do pierwszego obozowiska :D :E
:Esmile :Esmile :Esmile
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Sophie Stempel
Posty: 796
Rejestracja: 01 marca 2022, 21:52

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Kierunek Einsiedelei

Post autor: Sophie »

Początek podróży przebiegał bardzo dobrze. Od Dziadka na samym początku, do Augusta na końcu - każdemu dopisywał humor. Pierwszym celem grupy było obozowisko, na którym miała odbyć się przerwa przed dalszą trasą. Do obozowiska prowadziła wydeptana ścieżka - było to miejsce uwielbiane przez turystów, którzy w sezonie turystycznym chcieli podziwiać naturalne piękno Wolkendband.

Jednak o tej porze roku obozowisko było opustoszałe. Coraz cięższe warunki pogodowe skutecznie zniechęcały przyjezdnych, a miejscowi - znając realia Edelweisskiej przyrody - woleli nie ryzykować niebezpiecznej wyprawy. Lecz kompania, pod przewodnictwem Dziadka, szła dalej, niewzruszona tym co mogą ukrywać trawy i drzewa pobliskich lasów.

Robiło się coraz ciemniej. Nie przez kończący się dzień, ale przez korony drzew, które jeszcze nie utraciły liści. Wokół słychać było ćwierkanie ptaków, szeleszczenie liści i szum wiatru.

Sophie delektowała się szmerami natury, dawno ich nie doświadczyła. Nagle rozległ się głośny brzęk. Ucichły ptaki i owady. Grupa podróżników stanęła w miejscu wyczekując odpowiedzi. Co to było?
1. Groźne zwierzę przemierzające las
2. Ktoś z grupy złamał gałąź stając na nią
3. Nieznajomy ukrywający się w lesie
4. Gałąź spadła z drzewa
1d4

/-/Sophie Susanne Cargalho
Dumna obywatelka Kotliny
ObrazekObrazek
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Kierunek Einsiedelei

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Bella zawsze lubiła góry. Od dziecka kojarzyły jej się z czymś spokojnym, uporządkowanym, a zarazem wymagającym. Teraz, jako dorosła kobieta, postanowiła, że to właśnie tam zabierze swoją rodzinę – siostrę Sophie, męża Augusta oraz Babinkę i Dziadka, którzy ostatnimi laty rzadko wybierali się w dłuższe podróże. Nie licząc tej, kiedy przeprowadzili się do Edelweiss.
Sophie, młodsza siostra Belli, uśmiechała się szeroko. – Wygląda to jak obraz. Nawet nie wiedziałam, że wciąż można znaleźć takie miejsca.

Babcia i Dziadek szli wolniej, ale z wyraźnym zainteresowaniem przyglądali się otoczeniu. – Kiedyś, jak byliśmy w waszym wieku – powiedział Dziadek – To takie wycieczki były naszą codziennością. Góry dawały nam siłę, a teraz… cóż, trzeba się wspierać kijem.

Ale nadal można iść – dodała Babinka, chwytając Dziadka za rękę.

- Ważne, że idziemy razem. - powiedziała Bella.

Szlak prowadził najpierw przez las, gdzie śpiew ptaków zagłuszał ich rozmowy. Potem droga zaczęła piąć się lekko w górę, a krajobraz otworzył się na dolinę, z której widać było srebrzystą wstęgę Wolkensee. Każdy z nich szedł we własnym rytmie. August co jakiś czas zatrzymywał się przy Babince, podając jej manierkę z wodą. Sophie wypatrywała widoków i robiła zdjęcia, a Bella próbowała pogodzić tempo wszystkich. Dziadek znowu szedł na przodzie prowadząc konie.

Pod baldachimem jesiennych liści, gdy światło popołudnia rozlewało się ciepłymi smugami między konarami, piątka wędrowców posuwała się wolno leśną drogą. Bella i Sophie trzymały się razem, wymieniając ciche uwagi o ptakach, które co rusz przelatywały ponad nimi. Babinka szła tuż za nimi, nucąc coś pod nosem, a Dziadek i August prowadzili konie, które dźwigały zapasy na drogę do Einsiedelei.

Jeszcze ponad dwa dni drogi – powiedział Dziadek, poprawiając kapelusz. – Jeśli nie zgubimy szlaku.

August skinął głową, ale jego spojrzenie nagle przykuł ruch po prawej stronie. Ktoś, skulony za kępą paproci, obserwował ich z ukrycia.

Stójcie – powiedział głośniej August. – Ktoś tam jest.

Dziewczęta zamilkły, a Babinka krzyknęła, gdy zobaczyła chłopaka schowanego za paprocią. Z zarośli powoli wyłonił się młody mężczyzna. Był wychudzony, ubranie miał podarte, a twarz brudną od ziemi. Wyglądał, jakby od wielu dni tułał się bez dachu nad głową.

Proszę… – zaczął zachrypniętym głosem. – Nie zrobię wam krzywdy. Potrzebuję tylko wody.

Bella szybko sięgnęła do torby i podała mu manierkę, a Sophie wyciągnęła kawałek chleba. Mężczyzna pił łapczywie, po czym usiadł ciężko na ziemi.

Kim jesteś i czemu kryjesz się w lesie? – zapytał Dziadek surowo.

Nazywam się Kaspar – odparł tamten, łapiąc oddech. – Mieszkam pod Todesberg. Zgubiłem się, gdy próbowałem przedostać się do Wolkenbad po lekarstwa dla siostry. Koń wystraszył się wilka, zrzucił mnie z siodła i uciekł. Od wielu dni błąkam się, nie wiedząc, jak wrócić. Ani jak dostać się do miasta.

August spojrzał na niego uważnie. Widoczna była szczerość w jego oczach, a także desperacja. Wstał i podprowadził jednego z ich koni.

Weź go – powiedział. – Zaniesie cię szybko do Wolkenbadu. Tam znajdziesz pomoc.

Ale… – Kaspar zawahał się, patrząc to na konia, to na wędrowców. – Nie mogę przyjąć takiego daru.

Możesz – wtrąciła Babinka łagodnie. – Pan Bóg postawił nas dziś na twojej drodze nie bez powodu.

August pierwszy dostrzegł, że coś w postawie młodego mężczyzny jest nie tak. Kaspar trzymał się jedną ręką za drzewo, jakby samo stanie sprawiało mu ogromny wysiłek. Gdy spróbował podejść bliżej konia, zachwiał się i omal nie upadł. Bella w tym samym momencie zauważyła, że Kaspar ma jeszcze jeden problem.

Poczekaj! – krzyknęli obydwoje w tym samym momencie. August podszedł do niego, wyciągnął rękę i podtrzymał go. – Twoja noga… pokaż.

Kaspar niechętnie podwinął brudne spodnie. Kostka była nienaturalnie wykrzywiona, a kość goleni owinięta prowizorycznym sznurkiem i kawałkami drewna, które słabo trzymały.

To złamanie – powiedziała Bella do Augusta, a on stwierdził jeszcze poważnym tonem. – I to nie od dziś.

Bella zakryła usta dłonią, a Sophie cofnęła się o krok, wyraźnie przejęta.

Jak ty wytrzymałeś tyle dni? – spytała Babinka z niedowierzaniem.

Musiałem… – Kaspar wyszeptał, wbijając wzrok w ziemię. – Nie mogłem zostawić siostry bez lekarstwa.

August kucnął przy nim i zaczął rozplątywać krzywo założone wiązania. – Spokojnie – powiedział cicho. – Zrobimy to porządnie. Na tyle ile możemy w tych warunkach.

- Bello wyjmij ze mojej torby skórzany pas i kilka lnianych bandaży, które spakowałem na wędrówkę „na wszelki wypadek”. Dziadku znajdź mi dwa takiej maje długości patyki. - powiedział rzeczowym tonem. Ostrożnie, pewnymi ruchami, nastawił nogę, a Kaspar zasyczał z bólu, zagryzając zęby w swój rękaw. Potem August unieruchomił złamanie patykami, mocno i równomiernie owijając je bandażem.

Teraz będzie cię boleć mniej i dasz radę utrzymać się w siodle – rzekł. – Ale musisz dotrzeć do lekarza jak najszybciej.

Dziadek podał mu bukłak z wodą, a Sophie jeszcze kawałek sera. Gdy Kaspar spróbował wstać nie udało mu się to za pierwszym razem. August i Dziadek posadzili go wspólnie na końskim grzbiecie, upewniając się, że ma dobre podparcie.

Słuchaj Kaspar – dodał poważnie August – Nie próbuj chodzić. Jedź prosto do Wolkenbad. Koń Cię poniesie, zna drogę. Zapytaj o doktora Heinricha przy rynku. Powiesz mu, że August i Bella cię wysłali – on będzie wiedział, co robić dalej. -

Kaspar skinął głową, a w jego oczach błyszczała wdzięczność pomieszana ze łzami. – Nigdy wam tego nie zapomnę – powtórzył. – To, co dziś zrobiliście, to cud. Nigdy wam tego nie zapomnę. Moja siostra żyje dzięki wam – rzekł, a w jego oczach błysnęły łzy.

Po chwili Kaspar ruszył ścieżką prowadzącą ku dolinie, a jego sylwetka stopniowo znikała w mgle i blasku zachodzącego słońca. Gdy ruszył, cała piątka patrzyła za nim długo, aż koń i jeździec zniknęli w złocistej mgle.

Jeden koń mniej – zauważył Dziadek, ale uśmiechnął się pod wąsem. – Za to serc więcej, niż było.
- Damy radę i bez tego konia. Najważniejsze, to pomagać. A my mamy siebie przecież. Do Pustelni i tak dotrzemy, nawet jeśli będzie trzeba dłużej iść - powiedział August z skupieniem na twarzy.

Pustelnia poczeka – szepnęła Bella, a reszta skinęła głowami, czując, że wędrówka nabrała dziś nowego znaczenia.
- Dobry z ciebie lekarz polowy, August – mruknął Dziadek, poprawiając kij w dłoni. – Nie każdy by się odważył.
Czasem trzeba – odpowiedział August spokojnie patrząc w miejsce gdzie zniknął już Kaspar – Człowiek nie może zostawić drugiego w potrzebie. Poza tym uczyłem się od najlepszych - w tym momencie skierował wzrok na swoją żonę i uśmiechnął się w jej kierunku, po czym przyciągnął ją do siebie i pocałował. - To wszystko dzięki Tobie kochanie.

- Przestań, to twoja zasługa Auguście. - powiedziała speszona Bella.

I ruszyli dalej ku miejscu swojego pierwszego postoju, bogatsi o poczucie, że ich podróż nabrała jeszcze głębszego sensu.
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Kierunek Einsiedelei

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Kiedy dotarli na polanę, słońce zaczynało chylić się ku zachodowi. Trawa lśniła złotymi refleksami, a powietrze stawało się rześkie. Widzieli, że po przeciwległej stronie stoi mały domek. Drewniany, z małymi oknami, otoczone ławkami i wysokim kominem wychodzącym z dachu.

To tu spędzimy noc – oznajmiła Isabella, wskazując na chatkę.

Widzisz, mówiłam, że damy radę – Babinka spojrzała z uśmiechem na Dziadka.

Te góry wygląda jak wieżowce – dodała Sophie. – Powinniśmy zrobić tu zdjęcie całej piątki.

August ustawił aparat na kamieniu i uruchomił samowyzwalacz. Wszyscy usiedli obok siebie, lekko zmęczeni, ale zadowoleni.

Na fotografii – którą później powiesili w domu Belli – widać było coś więcej niż tylko piękne góry. Była tam bliskość, wspólnota i cisza, którą można znaleźć tylko wtedy, gdy idzie się razem, krok po kroku, bez pośpiechu, ku jednemu celowi.

Po zrobieniu zdjęcia weszli do środka małej chatki. W środku pachniało drewnem. Pierwsze co zobaczyli to zakurzone łóżka i pełno pajęczyn, które trzeba było uprzątnąć nim cokolwiek będą robić.

No, to będzie przygoda – mruknęła Sophie, kładąc plecak przy wejściu.

Babcia i Dziadek usiedli ostrożnie, a Dziadek rozejrzał się z uśmiechem. – Dawno nie spałem w takich warunkach. Przypomina mi się młodość. Jednak nim coś zjemy trzeba jeszcze parę rzeczy zrobić. My z Augustem pójdziemy po drewno i rozpalimy w kominku. A wy posprzątajcie tutaj z Babinką dziewczyny.

Sophie spojrzała jeszcze raz na wnętrze domku i na swoją siostrę, która w tym momencie była blada jak ściana. Zapomniała, że Bella panicznie boi się pająków. August widząc reakcje swojej żony, powiedział:

- Dziadku, Ty i Bella idźcie po drewno. A my tutaj ogarniemy. - po czym podszedł do żony, pocałował ją w czoło i szepnął - Idź Kochanie, nim zobaczysz pająka.

Wieczorem zasiedli wszyscy przy stole przed domkiem. Jedli prostą kolację: jajecznicę i kromki chleba z masłem. Wokół panował niesamowity spokój i można było słuchać jak chrząszcze nucą swoją melodię w trawie.

To jest piękne – powiedziała cicho Babinka.

Sophie rozpromieniła się. – Czuję się, jakbym miała cały świat w rękach.

Po kolacji zostali jeszcze na tarasie. Noc była chłodna, ale na niebie widać było gwiazdy tak wyraźne, że trudno było oderwać wzrok. Wszyscy siedzieli na łazie otuleni kocami i kurtkami. Bella z Augustem, Dziadek i Babinka, do której tuliła się Sophie.

Wiesz – odezwał się August do Belli – takie chwile są lepsze niż wszystkie luksusowe wakacje. Tu naprawdę można odpocząć. I cieszę się, że jestem tutaj z Tobą.

A jutro? – spytała Sophie, tuląc się w kurtkę i do Babinki.

Jutro – uśmiechnęła się Bella – ruszamy wyżej, na przełęcz. Potem zejdziemy do drugiej doliny, tam jest kolejny Domek? Prawda Dziadku? Trzy dni w górach, nim dojdziemy do Pustelni. Tak mi to opisywałeś. A ja obiecałam wam przecież przygodę jakich mało.

Babcia pokiwała głową. – Tylko nie zapomnij, że starsi też muszą mieć siły.

Dlatego będziemy iść powoli – odparł August. – A po drodze zrobimy przerwy na herbatę i zdjęcia. - puścił oko w stronę Sophie.

Zanim zasnęli, długo było słychać jeszcze dźwięki dochodzące zewnątrz. Potem stopniowo ucichło. W domku słychać było spokojne oddechy – pięć osób, które różniły się wiekiem i doświadczeniami, ale łączyła ich jedna rzecz: wspólna droga przez góry i życie.

Nazajutrz czekał ich kolejny etap wyprawy, dłuższy i bardziej wymagający. Ale tego wieczoru, pod ciepłymi kocami, czuli tylko jedno: że są razem i że to najważniejsze.
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Kierunek Einsiedelei

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Poranek w Chatce zaczął się wcześnie. Z kuchni dochodził zapach kawy, którą Babinka już szykowała dla wszystkich. A zza okien widać było mgłę snującą się nad górami. Młodzi wstawali trochę niechętnie, zaspani i z lekko obolałymi nogami.

To co, gotowi na przełęcz? – zapytał August, kiedy szykowali plecaki.

Gotowi – mruknęła Babinka niemrawo, naciągając czapkę. – Ale jeśli będzie zbyt stromo, to ja czekam na was przy strumyku.

Żadne czekanie Babinko – uśmiechnęła się Bella. – Pójdziemy razem, powoli.

Już od pierwszych kroków droga zaczęła piąć się w górę. Kamienie były śliskie od porannej rosy, a wąska ścieżka wymagała ostrożności. Sophie szła z przodu, co chwilę zatrzymując się, by robić zdjęcia mgły unoszącej się nad doliną.

Spójrzcie! – wołała. – Jak z pocztówki.

Dziadek jednak bardziej skupiał się na oddechu niż na widokach. – Dawno nie miałem takiego treningu z wami – przyznał, ale w oczach miał błysk. – Czuję się, jakbym znów miał trzydzieści lat. Będziemy musieli uważać na podejściu pod przełęcz, będzie tam ślisko i stromo. Ale warto, widok na drugą stronę jest przepiękny.

Im wyżej się wspinali, tym trudniej było złapać równy rytm. Babinka coraz częściej zatrzymywała się, a August podawał jej rękę i dbał, by szła środkiem ścieżki.

Dasz radę Babinko – mówił spokojnie. – Jeszcze trochę i zobaczysz niebo nad przełęczą.

Kiedy wyszli już na bardziej równy fragment szlaku, Babcia nagle przystanęła i oparła się o kij który trzymała.

Wiecie, kiedy tak idziemy… przypomniała mi się nasza pierwsza wspólna wyprawa w góry z Dziadkiem. To było zaraz po tym, jak się poznaliśmy.

Sophie uniosła brwi z zaciekawieniem. – Naprawdę? Opowiedzcie!

Dziadek uśmiechnął się półgębkiem, jakby na nowo chciał odtworzyć w pamięci tamte chwile. – To były Alpy Tyrolskie, jeszcze w latach sześćdziesiątych tamtego wieku. Nie mieliśmy ani porządnych butów, ani takiego sprzętu jak dziś. Ja miałem pożyczony plecak z harcerstwa, a twoja babcia szła w zwykłych, miejskich butach.

No i co z tego, że zwykłych? – Babcia wzruszyła ramionami. – Ważne, że dotarliśmy wtedy aż na Hochkönig. Choć prawie całą drogę marudziłam, że kamienie mnie obcierają.

Oj, „prawie całą” to znaczy całą – poprawił ją z uśmiechem Dziadek. – Ale jak zobaczyliśmy góry w pełnym słońcu, to nagle zapomniała o wszystkich odciskach.

A pamiętasz, jak wieczorem siedzieliśmy przed domem pasterza i piliśmy herbatę z metalowych kubków? – wtrąciła Babcia. – Byłam wtedy pewna już, że chcę z tobą przeżyć jeszcze wiele takich chwil.

Sophie spojrzała na nich szeroko otwartymi oczami. – To chyba było romantyczniejsze niż wszystkie filmy razem wzięte.

Bella uśmiechnęła się ciepło. – Właśnie dlatego takie opowieści są ważne. To nie tylko wspomnienia, ale też część naszej historii.

August, idący obok, dodał spokojnie: – I dowód na to, że góry łączą ludzi. Zmuszają, żeby iść razem, czasem się wspierać, czasem poczekać. Właśnie wtedy widać, ile ktoś znaczy dla nas.

Babcia spojrzała na Dziadka z czułością. – A dziś, po tylu latach, znów jesteśmy w górach. Wolniej, z kijkiem i zadyszką, ale razem.

I jeszcze w większym gronie – odparł Dziadek, zerkając na dziewczyny i Augusta. – Tak jak kiedyś marzyliśmy, żeby góry były częścią naszej rodziny Babinko.

Zapanowała chwila ciszy, ale tym razem była to cisza pełna wdzięczności i spokoju. Wszyscy poczuli, że ich marsz nie był tylko wyprawą nad jezioro, lecz także podróżą w przeszłość – i w przyszłość, bo wspomnienia Babci i Dziadka naturalnie stawały się częścią ich własnych historii.

Wreszcie, po kilku godzinach, stanęli wszyscy na grani. Wiatr smagał twarze, a pod nimi rozpościerała się druga dolina, szeroka i zielona, z wstęgą rzeki biegnącą w dół ku lasom.

O rany… – wyszeptała Sophie, rozkładając ręce. – To jest najpiękniejszy widok, jaki w życiu widziałam.

Babinka i Dziadek usiedli na kamieniu. Oboje milczeli, zapatrzeni w przestrzeń, jakby wspominali swoje dawne wędrówki.

Warto było się zmęczyć – powiedział po chwili Dziadek. – Człowiek w takich chwilach wie, że jeszcze coś potrafi.

Bella wyjęła z plecaka kanapki i termos. Zjedli wspólny posiłek, a potem ruszyli w dół. Schodzenie było inne – wymagało czujności, ale każdy krok przybliżał ich do celu.

Po kolejnych trzech godzinach marszu dotarli do drugiego domku, stojącego nad małym potokiem. Budynek był mniejszy i skromniejszy niż poprzedni, ale otoczony łąką pełną kwiatów.

Dziś śpimy tutaj – oznajmiła Bella. – Zasłużyliśmy.

W domku panował spokój. Kolejny raz musieli najpierw posprzątać pajęczyny i kurz, by mogli w ogóle coś zrobić. Dziadek z Augustem poszli po drewno do kominka. Bella z Babinką wzięły się za przygotowanie kolacji, a Sophie sprzątała podłogę i łóżka, by mogli potem się położyć w czystości spać. Wieczorem, gdy już zjedli kolację, usiedli razem na powalonym drzewie przed domkiem.

Ten dzień zapamiętam na długo – powiedziała Sophie. – Było ciężko, ale… czuję się silniejsza.

Babinka uśmiechnęła się, patrząc na Dziadka. – A my czujemy, że młodość jeszcze wcale tak całkiem od nas nie odeszła.

Dziadek skinął głową. – Góry mają w sobie to coś. Zmęczą cię, ale potem dają nagrodę, której nigdzie indziej nie znajdziesz.

A nocą, gdy wszyscy już leżeli w swoich śpiworach, słychać było za oknem szum potoku i pohukiwanie sów pośród szumiących drzew. Wiedzieli, że został im jeszcze trzeci dzień wędrówki nim dojdą do Einsiedelei. Ale tej nocy czuli przede wszystkim dumę, że razem pokonali trudną przełęcz.
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Kierunek Einsiedelei

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Poranek na drugim postoju był spokojny. Po wczorajszym forsownym dniu wszyscy spali głębiej niż zwykle. Gdy wyszli na zewnątrz, powitał ich zapach świeżej trawy i szum potoku. Słońce dopiero wznosiło się ponad szczyty, a dolina skąpana była w miękkim świetle.

Dziś już łatwiejsza droga – powiedział Dziadek, rozwijając mapę. – Schodzimy do jeziora położonego pomiędzy górami. Szlak prowadzi głównie przez lasy i łąki.

Brzmi dobrze – odetchnęła Babinka. – Moje nogi na pewno się ucieszą.

Ruszyli powoli, każdy krok stawał się lżejszy niż dnia poprzedniego. Ścieżka wiodła najpierw przez sosnowy las, gdzie zapach żywicy mieszał się z wilgocią ziemi. Śpiew ptaków towarzyszył im niemal cały czas, a Sophie, z aparatem w dłoni, co chwilę zatrzymywała się, by uchwycić światło przebijające się przez konary.

Wiecie, że te zdjęcia będą pamiątką na całe życie? – powiedziała, pokazując jedno z ujęć. – Ale i tak żadne zdjęcie nie odda tego, co czuję tutaj, w środku.

August uśmiechnął się. – I dobrze. Wspomnienia w sercu są więcej warte niż tysiąc fotografii.

Po kilku godzinach marszu las otworzył się nagle, a przed nimi pojawiło się jezioro. Leżało głęboko w kotlinie, otoczone stromymi zboczami porośniętymi lasem. Woda była spokojna, błękitna, jakby ukryta przed całym światem.

To wygląda jak bajka – wyszeptała Babinka, choć wiedziała, że to rzeczywistość. – Jakby ktoś schował tutaj skarb.

Zeszli niżej, ścieżką wijącą się między łąkami. I wtedy, kiedy już prawie dotarli nad brzeg, zobaczyli coś jeszcze. Na polanie, tuż nad wodą, stał duży drewniany dom z tarasem wychodzącym na jezioro. Był otoczony kwiatami i kilkoma starymi drzewami, które dawały cień.

Patrzcie! – Sophie aż przystanęła. – Dom na polanie, nad samą wodą… marzenie.

Wygląda jak miejsce, gdzie można by zostać na całe lato – dodał August, przyglądając się spokojnej tafli jeziora.

Dziadek skinął głową. – Człowiek mógłby tu usiąść, patrzeć na góry i mieć wszystko, czego potrzebuje.

Babinka ścisnęła jego rękę. – Wiesz, co jest najważniejsze? Że mogliśmy tu dotrzeć razem.

Usiedli na trawie, patrząc na jezioro i dom, który wydawał się częścią krajobrazu, nie naruszając jego harmonii. Cisza była niemal całkowita – tylko wiatr poruszał gałęziami, a z oddali słychać było plusk wody o brzeg.

To idealne zakończenie naszej wędrówki – powiedziała Bella. – Trzy dni, różne drogi, zmęczenie i radość… a na końcu taki widok.

Zostali tam długo, jakby chcieli zatrzymać czas. Wiedzieli, że za chwilę czeka ich powrót do codzienności. Ale w sercach mieli pewność, że ta podróż zostanie z nimi na zawsze – jak obraz, który można przywołać w każdej chwili, zamykając oczy.
Obrazek
Obrazek
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Kierunek Einsiedelei

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Po trzech dniach powrotnej podróży wrócili cali i zdrowi do domu Belli. Góry zostały za nimi, ale obrazy polan, jezior i przełęczy oraz pustelni wciąż tkwiły w pamięci każdego z nich.

Bella nie mogła wyrzucić z głowy obrazu dzikich winorośli jakie widziała na Einsiedelei. Piękne czerwone i dorodne rosły w ogromnych ilościach na krzakach wzdłuż jednej grani górskiej.
W niedzielne popołudnie spotkali się u Belli i Augusta, by obejrzeć zdjęcia, które zrobiła Sophie. Na stole w kuchni stał dzbanek z herbatą i domowe ciasto, a w salonie panował gwar rozmów.

Patrzcie, to jest przełęcz – Sophie przerzucała zdjęcia na stole. – Pamiętacie, jak wszyscy byliśmy wykończeni jak już doszliśmy?

Ale też szczęśliwi – poprawiła ją Babcia. – Nigdy nie zapomnę tego momentu, kiedy usiedliśmy tam na kamieniu na grani i patrzyliśmy w dolinę.

Dziadek popatrzył na nią z uśmiechem. – Wiesz, od dawna nie czułem się tak młodo. Ta wyprawa pokazała mi, że wiek nie musi nas zatrzymywać.

August, siedzący obok, pokiwał głową. – I że naprawdę warto ruszać się z domu, nie czekać z marzeniami na „później”. Bo takie chwile mogą nigdy się nie powtórzyć.

Bella nalała herbaty do filiżanek i dodała z kuchni: – Dla mnie najważniejsze było to, że szliśmy razem. Bez pośpiechu, bez narzekania prawie. Tylko krok po kroku – jak w życiu.

Wszyscy zamyślili się na chwilę.

A ta polana z domem nad jeziorem… – zaczęła Sophie. – Do dziś mam przed oczami ten widok. To było jak obietnica, że są miejsca, gdzie można być naprawdę szczęśliwym.

Wrócimy tam z pewnością siostra. – uśmiechnęła się Bella. – ]Choćby tylko na chwilę, żeby przypomnieć sobie, co przeżyliśmy już teraz.

Dziadek spojrzał na dziewczyny, potem na Babinkę i na końcu na Augusta. – Najważniejsze, żebyśmy wracali razem. Góry poczekają, ale czas spędzony wspólnie nie wróci.

Zapadła cisza, ale była to cisza dobra, pełna ciepła. Wszyscy wiedzieli, że ta wyprawa stała się czymś więcej niż tylko wycieczką. Była wspólnym doświadczeniem, które zbliżyło ich do siebie i zostawiło ślad, do którego każdy mógł wracać w myślach, kiedy tylko chciał poczuć spokój, radość i siłę, jaką dają góry.
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
ODPOWIEDZ

Wróć do „Przygody, wyprawy, inwestycje”