Biesiadne Opowiadanie

Jak to jest podczas Oktoberfest piwo leje się strumieniamia, a od czasu do czasu biesiadnicy prowadzą rozmowy w wesołym gronie.
I tutaj przychodzi nam z wyzwaniem nasza nowa zabawa… Mamy 16 osób o unikalnych zainteresowaniach, które chcą siedzieć z osobami o podobnym hobby i wspólnie z nimi przechylić kufel piwa. Waszym zadaniem jest takie umieszczenie ich wokół stołu, by każdy z każdym miał wspólny temat do rozmowy.
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Przed Oktoberfest w Edelweiss

Jesienne słońce spływało po dachach Stadt Edelweiss, rozświetlając rzędy złotych liści i szyldy gospód przygotowujących się do najważniejszego wydarzenia roku — Oktoberfestu.

Na rynku, pod ogromnym kasztanem, Max ustawił beczkę z nowym piwem. Zmrużył oczy, oceniając przezroczystość bursztynowego płynu w szklance. — Tym razem się udało, Jurgen[/] — powiedział z dumą. Jurgen, starszy piwowar z siwą brodą i uśmiechem wiecznego filozofa, skinął głową. — Piwo jest jak muzyka, Max. Musi mieć rytm i duszę.

Obok nich Sabine rozwieszała girlandy z niebiesko-białych wstążek. Była właścicielką cukierni i znana z tego, że nikt nie potrafił upiec lepszych Brezli. Brigitte, jej siostra, pomagała jej z koszami pełnymi słodkich pierników w kształcie serc.

Na ławce pod fontanną siedział Andreas, miejscowy nauczyciel muzyki, i stroił akordeon. Obok niego Petra, skrzypaczka o wiecznie rozczochranych włosach, próbowała utrzymać tempo. — Nie graj tak szybko! — śmiała się, gdy melodia tańczyła po bruku.

Henrich, właściciel tawerny „Zum Glücklichen Hirsch”, przechodził z listą dostaw i mruczał coś o braku kiełbas.
Klaus miał dowieźć! A jego nigdzie nie ma…

Jak na zawołanie zza rogu pojawił się Klaus, niosąc na ramieniu patyk pełen pętli białej kiełbasy.
Spokojnie, Henrich! Wszystko jest — nawet więcej, niż zamówiłeś.

Helga i Marianne, dwie starsze mieszkanki miasteczka, przystroiły swoje stoiska kwiatami i wiankami. Ich zapach mieszał się z aromatem grzanego wina, które niedawno dostały od Doktorowej.
Widzisz, Franz, zawsze mówię, że bez kwiatów nie ma święta - zauważyła Helga, poprawiając wianek.
Franz, miejscowy stolarz, który właśnie kończył scenę pod występy muzyczne, uśmiechnął się szeroko. — A bez sceny nie ma muzyki, Helga!

W oddali na polanie stał Hans, spokojny i rzeczowy, nadzorując rozstawienie namiotów — Otto, proszę, nie zapomnij o fladze! W zeszłym roku powiewała do góry nogami. - Otto, młody i roztrzepany, roześmiał się głośno — W tym roku będzie prosto — obiecuję!

Na końcu ulicy pojawiły się Sarah i Karin, niosąc kosze pełne jabłek i butelek cydru. Ich śmiech wypełnił całe miasteczko, przywołując dzieci, które biegały między straganami. Powoli, jak orkiestra przed koncertem, całe Stadt Edelweiss nabierało rytmu. Wszyscy coś budowali, stroili, próbowali i poprawiali. Gdy słońce zaczęło znikać za górami, z tawerny Henricha dobiegły pierwsze dźwięki muzyki, która zachęcała do zabawy i odliczała takty do Oktoberfestu. A w środku wszyscy wspólnie siedzieli, rozmawiali i pili. Stary Jurgen nalał każdemu kufel piwa, uniósł go wysoko i zawołał:
Za Edelweiss! Za przyjaciół i za święto, które dopiero się zaczyna! Prost Przyjaciele!

Śmiechy, brzęk kufli i dźwięk akordeonu rozlały się po rynku. W tym momencie wszyscy czuli, że Oktoberfest naprawdę się rozpoczyna — jeszcze zanim Oberhaupt otwarł oficjalnie pierwszą beczkę.


Oto przedstawiam wam waszych Biesiadowników :Esmile W kolejnych dniach kolejne opowieści. Każdy z was będzie miał okazję rozbudować to opowiadanie poprzez realizację zadań i odpowiedzi na pytania podczas Biesiadowania. Oczywiście, kto się odważy na takie posunięcie. :Esmile
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Katastrofa w browarze
Przed Drugim Oktoberfestem w Edelweiss zdarzyło się coś, co wielu wspomina niejednokrotnie podczas Biesiadowania. Posłuchajmy historii o Maxie i Jurgenie:

Słońce dopiero wstawało nad górami, gdy Jurgen i Max pojawili się w browarze, gdzie mieli przygotować specjalną partię piwa na Oktoberfest. Zapach słodu i chmielu wypełniał powietrze, a miedziane kadzie lśniły w świetle poranka.

Jurgen, stary mistrz browarnictwa, poprawił okulary na nosie i z powagą oznajmił:
Dziś uwarzymy coś, czego Edelweiss jeszcze nie piło — Edelkräuterbier! Piwo z nutą górskich ziół!

Max, młodszy i zawsze pełen pomysłów, już krzątał się przy workach z jęczmieniem.
Dodałem trochę melisy, rozmarynu i odrobinę miodu. Będzie wyjątkowe!

Jurgen spojrzał podejrzliwie.
Odrobinę? Max, ty i twoje ‘odrobinę’ kończą się zawsze eksplozją albo pianą po dach!

Max tylko wzruszył ramionami i wrzucił kolejną garść ziół do kadzi. Woda zaczęła bulgotać, a zapach stał się tak intensywny, że nawet przez uchylone okno można było go poczuć na całym rynku. Jurgen próbował zachować kontrolę.

Temperatura ma być 78 stopni, ani mniej, ani więcej!
Tak, tak, wiem… — odpowiedział Max, ale w tym momencie potknął się o wąż do chłodzenia i przypadkowo przekręcił zawór gazu. W jednej chwili buchnął płomień, a para wypełniła pomieszczenie.

Zamknij to! Szybko! — krzyczał Jurgen, próbując dosięgnąć pokrętła, ale poślizgnął się na rozsypanym słodzie i wpadł prosto w beczkę z wodą. Zanurzył się od głowy po pas, chlustając wodą na wszystkie strony. Max rzucił się na pomoc, ale w pośpiechu przewrócił drugi worek słodu — ten z karmelowym jęczmieniem, który wsypał się do kadzi, powodując gwałtowne pienienie się piwa. Bulgot, syczenie i piana wystrzeliły z kadzi jak fontanna!
Przez chwilę wyglądało to jak spektakularna erupcja złotego gejzera.
Z zewnątrz, na rynku, Sabine i Brigitte odwróciły się zaskoczone, gdy przez okno browaru wyleciała fala piany i przetoczyła się po bruku. Henrich wybiegł z tawerny, trzymając kufel.
Jurgen! Max! Coście tam znowu zrobili?!

Drzwi browaru otworzyły się z hukiem — najpierw wypadła piana, potem Max, a na końcu Jurgen, ociekający oboje piwem, ale z triumfalnymi uśmiechami.
Udało się! — krzyknął.
Udało?! — zapytał Henrich. — Browar wygląda jak jezioro!

Jurgen odgarnął pianę z brody.
To nie katastrofa, to nowy gatunek! Piwo musujące! Edelweisssprudel!

Ludzie na rynku zaczęli się śmiać. Dzieci biegały po pianie jak po śniegu, a Sabine już napełniała kubki i rozdawała z ciekawością. Ku zdziwieniu wszystkich — smak był doskonały: lekki, ziołowy i świeży. Henrich westchnął, ale nie mógł się nie uśmiechnąć.
No dobrze, Jurgen. Niech będzie. Ale następnym razem zróbcie to bez fontanny!

Jurgen spojrzał na Maxa i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Bez fontanny? Max, chyba właśnie wynaleźliśmy nową atrakcję Oktoberfestu.

I tak w browarze narodziła się nowa legenda — o piwnej erupcji w Stadt Edelweiss, którą co roku wspominano przy kuflu, śmiejąc się do łez.
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Słodka katastrofa Sabine i Brigitte
W przeddzień wielkiego konkursu wypieków na Oktoberfest, Sabine i Brigitte pracowały od świtu w swojej maleńkiej cukierni. Za oknem pachniało jesienią i pieczonymi jabłkami, a wewnątrz — cynamonem, wanilią i… nerwową ekscytacją.

W tym roku musimy wygrać, Brigitte! — oznajmiła Sabine, wyjmując z pieca pierwszą blachę precli. — Henrich nadal chwali te drożdżówki od Helgi, a ja nie mogę tego słuchać.

Spokojnie, siostro. Nasz Königlicher Apfelstrudel wygra wszystko. Sekretem jest sos waniliowy! — odparła Brigitte z tajemniczym błyskiem w oku.

Sabine spojrzała podejrzliwie.
Tylko proszę, nie eksperymentuj jak ostatnio z tą ‘nutką lawendy’. Pamiętasz, że nawet kot odmówił spróbowania?
Tym razem wszystko pod kontrolą! — zapewniła Brigitte, mieszając w rondelku masę tak energicznie, że połowa rozlała się na stół.

Przez chwilę wszystko szło idealnie — zapach jabłek i cynamonu był tak cudowny, że nawet Jurgen przyszedł z kuflem, udając, że „przypadkiem przechodził obok”. Sabine dała mu mały kawałek ciasta.
I jak?. Zapytała wyczekująco. Jurgen zamyślił się.
Smakuje jak… niedziela po udanym festynie.
To ma być komplement?
Największy, jaki znam! - odpowiedział szczerze.

Niestety, zaraz po jego wyjściu zaczęły się kłopoty. Brigitte, chcąc „przyspieszyć” chłodzenie kremu, wystawiła miskę za okno — zapominając, że tuż obok jest parapet warsztatu Franza. W tym samym momencie Franz testował nową drewnianą półkę i… trafił młotkiem w deskę tak mocno, iż ona odskoczyła i strąciła misę z kremem prosto na jego głowę.

Sabine! Twój krem mnie zaatakował! — krzyczał z podwórza Franz cały umazany kremem waniliowym, który spływał mu po twarzy na ramiona. Zaczął powoli oblizywać to co miał wokół ust. — Ale przyznam… pyszny.

Sabine złapała się za głowę.
Brigitte! Znowu! No ja z Tobą nie wytrzymam
Brigitte, niewzruszona, wzruszyła ramionami.
Przynajmniej mamy reklamę — każdy będzie chciał spróbować ciasta, które spadło z nieba.

Nie minęło dziesięć minut, gdy z kuchni uniósł się podejrzany zapach przypalenia. Sabine otworzyła piec — i stanęła w dymie jak w teatralnej mgle.
Co to miało być?
Eee… druga partia precli? - odpowiedziała lekko zdenerwowane Brigitte
Brigitte, to są węgielki, nie precle! Coś Ty najlepszego zrobiła! - westchnęła Sabine, opuszczając ramiona. Nie wiedziała co począć z tą katastrofą.

W akcie desperacji Sabine sięgnęła po ostatni zapas ciasta, a Brigitte — po ozdoby z cukru, które miały uratować sytuację. Chciała delikatnie oprószyć ciasto pudrem, ale pomyliła pojemniki i wysypała… mąkę ziemniaczaną.
Cała kuchnia eksplodowała białą chmurą, a obie siostry wyglądały jak dwa duchy z cukierni.

W tym momencie do środka wszedł Henrich, przyciągnięty zapachem i hałasem. Spojrzał na nie, na unoszący się dym i na stół zasypany mąką po kolana.
Czy wy przypadkiem nie otwieracie nowej atrakcji — lawiny Edelweiss?

Sabine odparła z kamienną twarzą:
To najnowszy trend w cukiernictwie. Performance art. - po czym roześmiała się wraz z siostrą.

Henrich uniósł brew, po czym spróbował odrobiny ich ocalonego strudla. Zamilkł, przeżuł, po czym się uśmiechnął.
Wiecie co? Jeśli w konkursie wygra Helga, ja sam zrezygnuję z piwa. Jak słowo daję.

Sabine i Brigitte spojrzały na siebie z triumfem. Mimo bałaganu, dymu i kremu na głowie Franza — ich ciasto naprawdę było najlepsze. Teraz były tego pewne. Bo Heinrich nigdy nie zrezygnowałby z kufla piwa każdego dnia.

A w całym Stadt Edelweiss długo jeszcze mówiono, że Cukiernia Sabine to jedyna cukiernia, z której wypieki można było poznać po zapachu, śmiechu i… lekkim trzasku eksplodującej mąki.
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Muzyczna katastrofa pod dachem ratusza


W salce prób na poddaszu starego ratusza Andreas i Petra przygotowywali się do wielkiego momentu: mieli zagrać hymn Edelweiss podczas oficjalnego rozpoczęcia Oktoberfestu.Na stole leżały nuty, a przez otwarte okno wpadał zapach pieczonych precli z cukierni Sabine i Brigitte. Andreas, jak zwykle skupiony, poprawił siedzenie, położył akordeon na kolanach i westchnął:
To tylko hymn, Petra. Trzy zwrotki, prosty rytm, żadnych improwizacji. Damy radę.

Petra, z rozwianymi włosami i skrzypcami pod pachą, uśmiechnęła się szeroko.
Ale Andreas… przecież każda dobra muzyka potrzebuje trochę duszy!
Duszę zostaw na bis. Teraz ćwiczymy!

Zaczęli grać. Pierwsze nuty zabrzmiały pięknie — melodyjnie i równo. Do momentu, gdy Petra nieco za bardzo „poczuła rytm” i zamiast prostego akompaniamentu zagrała coś, co przypominało skrzyżowanie walca z oberkiem. Andreas spojrzał na nią z grozą.
To hymn, nie taniec na weselu!
Ale ludzie lubią, jak coś buja! — odparła z niewinnym uśmiechem.

Druga próba. Andreas zaczął mocniej akcentować melodię. Petra próbowała się dopasować — niestety smyczek zsunął się jej z ręki i poleciał prosto w okno, uderzając w szybę z donośnym „klang!”.
Ups.
Ups?! To już trzeci smyczek w tym tygodniu! — jęknął Andreas, chowając twarz w dłoniach.

Petra znalazła zapasowy smyczek i wrócili do ćwiczeń. Po pięciu minutach Andreas był już w transie — oczy zamknięte, rytm idealny. I właśnie wtedy… skrzzzzzz… BOOOOM. Petra, zbyt energicznie poruszając się w rytm, potknęła się o stojak z nutami. Nuty posypały się po podłodze jak konfetti.
No i po hymnie… — mruknął Andreas.
Nie po hymnie! Po prostu zrobimy wersję jazzową. — odpowiedziała wesoło Petra, zbierając kartki. Andreas spojrzał na nią z tym swoim poważnym wyrazem twarzy, po czym nie wytrzymał i… parsknął śmiechem.
Jazzową wersję hymnu Edelweiss? Oberhaupt by nas wyrzucił z miasta.
Albo pokochał.

Zaczęli grać jeszcze raz — tym razem już pół na żarty. Petra specjalnie dodawała ozdobniki, a Andreas „na poważnie” próbował je nadgonić, co skończyło się serią coraz dziwniejszych dźwięków przypominających marsz… i krowi taniec. W tym momencie do sali zajrzał Klaus, niosąc kufel piwa.
To ma być hymn czy reklama browaru? — roześmiał się.

Petra zagrała teatralnie końcową nutę, a Andreas wzniósł akordeon w górę jak dyrygent po symfonii.
Niech żyje sztuka! — zawołała Petra.
I cierpliwość muzyków… — dodał Andreas z westchnieniem, ale w oczach miał rozbawienie.

Po godzinie prób — i kilku wpadkach — ich hymn w końcu zabrzmiał dobrze. Może nie perfekcyjnie… ale z duszą.
Petra klepnęła Andreasa po ramieniu.
Widzisz? Mówiłam. Trochę chaosu — i magia gotowa.
Tak. Chaos i lekki zawał serca.

A kiedy nadszedł dzień występu, hymn Edelweiss był tak radosny i żywy, że mieszkańcy jeszcze długo śpiewali go na rynku — nucąc właśnie te nuty, które pierwotnie miały być… „pomyłkami”.
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 4191
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Femme Mystere »

Same katastrofy haha. Ja czekam na jakąś miłosną opowieść!
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Femme Mystere pisze: 27 października 2025, 12:38 Same katastrofy haha. Ja czekam na jakąś miłosną opowieść!
No to coś tam się napisze :D najlepiej zawsze wspomina się katastrofy :D
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

„Tofugate w Edelweiss”


Jak co roku poranek przed wielkim sobotnim wieczorem Oktoberfestu był dla Heinricha wyjątkowo nerwowy.
W jego tawernie miało odbyć się wielkie grillowanie — setki gości, hektolitry piwa i oczywiście góry kiełbas z mięsa dostarczanego przez Klausa. Heinrich przetarł blat i spojrzał na zegar.

— Dziesiąta. Klaus miał być o dziewiątej trzydzieści. - Odwrócił się do kuchni i zawołał: — Martina! Jeśli ten mięsiarz się spóźni, będziemy serwować gościom tylko precle Sabine z masłem!

W tym samym czasie Klaus stał po drugiej stronie rynku — z taczką pełną kiełbas, karkówki i boczku — i z zadowoleniem mówił do siebie:
— Ależ ten Heinrich się ucieszy, jak zobaczy to cudo!

I wszystko byłoby pięknie… gdyby nie to, że Klaus pomylił zamówienia. Obok jego mięsa leżała inna taczka — z dostawą przeznaczoną dla szkoły muzycznej, gdzie odbywały się warsztaty teatralne dzieci. W środku: parówki sojowe, tofu w kształcie kiełbasek i pudełka z napisem „100% vegan”. Klaus, w ferworze festynowego poranka, złapał nie tę taczkę co trzeba i ruszył w stronę tawerny Heinricha.

Gdy tylko przekroczył próg, Heinrich rzucił się w jego stronę jak generał na dostawę amunicji.
— Nareszcie! Gdzie byłeś?! Daj mi tę kiełbasę, ludzie będą głodni! - Otworzył pierwszą skrzynkę… i zamarł.
— Klaus… — powiedział powoli, mrużąc oczy. — Co to jest?
— Kiełbasa! — odpowiedział Klaus z dumą.
— Tofu.
— Co?
— TO. JEST. TOFU. — Heinrich podniósł jedną z kiełbasek, która wyglądała bardziej jak gąbka niż jak mięso. Klaus spojrzał na nią, potem na resztę skrzynek.
— O nie…

W tym momencie do tawerny wszedł Jurgen, trzymając kufel.
— Panowie, co tak cicho? Próbujemy czegoś nowego? - Heinrich odwrócił się powoli w jego stronę. — Jurgen. Klaus przyniósł mi… wegańskie kiełbasy.
Jurgen spojrzał na „kiełbaskę”, potem na Klausa i… ryknął śmiechem tak głośno, że nawet Franz w warsztacie się obejrzał.
— To koniec świata!

Heinrich, nie tracąc humoru, podszedł do grilla.
— Dobrze. Skoro już mamy to coś, zobaczymy, czy się chociaż usmaży.
Położył kilka „kiełbasek” na ruszt. Po dziesięciu sekundach trzy z nich przykleiły się do kratki, jedna wybuchła jak balonik, a ostatnia… zsunęła się prosto do wiadra z wodą. Klaus złapał się za głowę.
— To nie tak miało być…
— Nie martw się, Klaus. My i tak to zapamiętamy — jako dzień, w którym w Edelweiss narodził się TofuGate.

W końcu Klaus pobiegł sprintem po prawdziwe mięso, a w tym czasie Heinrich — jak przystało na prawdziwego gospodarza — zamienił katastrofę w zabawę. Postawił na ladzie tabliczkę:

🐮 „Specjalność dnia: Kiełbasa, której nawet krowa nie zna” 🐷

Ludzie w kolejce pękali ze śmiechu. Dzieci zaczęły robić zdjęcia z „wegańskimi potworkami”, a Sabine przyniosła kolejną porcję precli, żeby uratować sytuację. Kiedy Klaus wrócił zziajany z prawdziwymi kiełbasami, Heinrich klepnął go po ramieniu:
— Nie przejmuj się, Klaus. Zrobiliśmy show. Teraz daj mi prawdziwe mięso — i niech zabawa trwa!

Od tego dnia na każdym Oktoberfeście w Edelweiss ktoś przynosił choć jedną paczkę tofu — jako żart i pamiątkę po najbardziej mięsnym nieporozumieniu w historii miasteczka.
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Femme Mystere Stempel
Faktotum
Posty: 4191
Rejestracja: 17 stycznia 2022, 13:19

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Femme Mystere »

A co by było, jakby zamiast piwa polali soku jabłkowego! Ha ha ho!
(-) Lieselotte Augentrost
Prawa Faktotum
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Femme Mystere pisze: 28 października 2025, 13:26 A co by było, jakby zamiast piwa polali soku jabłkowego! Ha ha ho!
A to też będzie :D
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
Awatar użytkownika
Isabella M. Neumann-Swann Stempel
Posty: 2692
Rejestracja: 15 marca 2022, 19:57
Lokalizacja: Wien/Wolkenbad

ODZNACZENIA

OBYWATEL

Re: Biesiadne Opowiadanie

Post autor: Isabella M. Neumann-Swann »

Proszę oto twoje zamówienie @Femme Mystere
”Wielka jabłkowa pomyłka”


W miasteczku Edelweiss wszystko było gotowe na wielki dzień Otwarcie Oktoberfestu — beczki piwa, góry kiełbas, muzyka Andreasa i Petry, a nawet fontanna na rynku została ozdobiona kwiatami przez Helgę i Marianne.

Tego roku specjalną atrakcją miał być najlepszy cydr z Salzbrunn, który przywieźć miały siostry Sabine i Karin. Ich cydr słynął z tego, że po jednym kubku ludzie śpiewali, po dwóch tańczyli, a po trzech… no cóż — potrafili nawet przytulić Henricha.

Sabine, jak zawsze zorganizowana, spisała wszystko na liście:
✅ cydr w beczkach
✅ jabłka
✅ kubki
✅ ściereczki
✅ uśmiech na twarzy

Karin, jak zawsze roztargniona, zajmowała się pakowaniem.
— Sabine, gdzie postawić te beczki?
— Na wozie, oczywiście. I uważaj, żeby nie pomylić ich z sokiem dla dzieci z sąsiedniego festynu!
— Jasne, jasne! — machnęła ręką Karin… i dokładnie to właśnie zrobiła.

Gdy dotarły do Edelweiss, tłum już czekał. Heinrich, właściciel tawerny, uśmiechnął się szeroko.
— Ach, Sabine! Karin! W końcu! Gdzie ten wasz słynny cydr? Już czuję zapach zwycięstwa!
Sabine z dumą wskazała na beczki.
— Prosto z Salzbrunn. Najlepsze jabłka, najczystsza woda, zero litości.

Henrich nalał pierwszy kubek i podniósł go do ust niczym wino w piwnicy królewskiej. Wszyscy zamarli w oczekiwaniu. Łyk. Drugi łyk. Cisza. Henrich zmrużył oczy i powiedział powoli:
— Sabine… Karin… to… to… smakuje jak…
— Jak niebo? — podpowiedziała dumna Karin.
— Jak sok z kartonu. - odpowiedział śmiertelnie poważnie Heinrich. Tłum wybuchnął śmiechem. Jurgen zawołał:
— Hej, to cydr dla przedszkolaków!

Sabine zbladła. Karin spojrzała na beczki. Na jednej z nich wielkimi literami było napisane: APFELSAFT — sok jabłkowy.
— Ups. - wyrwało się jej, gdy zobaczyła minę siostry i jej wzrok.

Mimo pomyłki ludzie zaczęli ustawiać się w kolejce. Dzieci były zachwycone — po raz pierwszy mogły „pić cydr” razem z dorosłymi. Otto zrobił z tego żartobliwą scenkę, udając kelnera:
— Proszę bardzo, bezalkoholowy cydr premium dla małego Johanna!
Mały Johann wypił cały kubek jednym haustem i krzyknął: — Smakuje jak zwycięstwo!

Jurgen dolał sobie sok i dodał trochę piwa z własnej beczki. — Teraz to jest hybryda!
I tak powstał pierwszy w historii „Edelmix” — pół piwo, pół sok jabłkowy, czyli napój, który okazał się… zadziwiająco dobry. Sabine złapała się za głowę.
— Karin, wiesz co zrobiłaś?
— Tak! Wynalazłam nowy trend! - odpowiedziała nic niewzruszona Karin, na dodatek uśmiechnęła się błogo po wypiciu pół kufla Edelmixu.

Henrich, widząc kolejki i roześmianych ludzi, wzruszył ramionami.
— No cóż. Nie ma cydru — to jest show.

Pod koniec dnia sok jabłkowy okazał się większym hitem niż oryginalny cydr. Dzieci miały własną „jabłkową tawernę”, dorośli robili eksperymentalne miksy, a Otto już projektował szyld:

🍏 Apfelsaft Bar — tylko dla odważnych 🍺

Od tamtego roku Sabine i Karin już nigdy nie pomyliły beczek… ale co roku i tak przywoziły jedną z sokiem — „na szczęście”. A Henrich? Teraz co roku zaczyna Oktoberfest słowami:
— Niech ktoś sprawdzi, czy to na pewno cydr!
(-) Isabella Marie Augentrost-Cargalho Neumann-Swann [von Lichtenstein]
ODPOWIEDZ