Jeszcze przed świtem na plac budowy zajechały ciężarówki oraz kilka konnych wozów załadowanych drewnem, cegłami i narzędziami. Powietrze było chłodne, a nad doliną unosiła się mgła.
Kierownik budowy, inżynier Friedrich Adler, zebrał ponad pięćdziesięciu robotników przed starym pensjonatem.
— Panowie, za pięć dni mają tu przyjechać ludzie i personel. Nie ma miejsca na opóźnienia. Musimy się postarać.
Natychmiast rozpoczęto opróżnianie wnętrz. Stare łóżka, szafy, zniszczone dywany i resztki wyposażenia wynoszono przez szeroko otwarte drzwi. W ruch poszły młoty, łomy i piły ręczne.
W większym budynku usunięto wszystkie drewniane ścianki działowe, pozostawiając jedynie konstrukcję nośną. Echo uderzeń rozchodziło się po pustych korytarzach.
W tym samym czasie drugi budynek oczyszczano z maszyn i narzędzi pozostawionych po dawnym warsztacie. Robotnicy zrywali stare podłogi, odkrywając spróchniałe legary wymagające wymiany.
Do południa przed budynkami wyrosły góry gruzu i odpadów. Kobiety zatrudnione przy pracach pomocniczych segregowały materiały, oddzielając cegły nadające się do ponownego wykorzystania.
Wieczorem oba obiekty były już niemal całkowicie ogołocone. Pozostały jedynie nagie ściany i drewniane szkielety stropów.
Lampy naftowe paliły się jeszcze długo po zmroku, gdy cieśle przygotowywali drewno na następny dzień.






