Miłość po edelweissowemu
W Edelweiss wieść się niesie,
że miłość kwitnie w każdym lesie.
Tu spod czapki, tam zza płotu –
serca wpadają w słodki kłopot.
Jedni mówią: „To przeznaczenie!”,
drudzy: „To było jedno spojrzenie!”.
A są i tacy, nie ma żartów,
co zakochują się… przy torcie z czterech wartstw!
Pan z bukietem dumnie kroczy,
choć od róży łzawią oczy.
Pani wzdycha: „Ach, mój miły!”,
„Tylko wynieś najpierw śmieci, siły!”
Miłość tutaj ma swe prawa –
czasem taniec, czasem kawa.
Czasem spacer, czasem lody,
czasem wspólne mycie schodów.
Bo nie liczy się bogactwo,
ani złoty zegar, cacko.
Lepiej razem się pośmiać szczerze,
gdy ktoś przypali naleśniki… i w nie wierzy!
Niech więc każdy dziś pamięta,
że to piękne nasze święta.
Miłość rośnie dzień po dniu,
gdy jest miejsce na „dziękuję” i „już tu!”.
A więc wznieśmy dziś toast śmiało,
niech się kocha mało i… niemało!
Bo w Edelweiss wszyscy wiedzą przecież,
że z uśmiechem żyje się najlepiej na świecie!
Życzę wszystkim mieszkańcom Edelweiss, aby miłość była jak dobra kawa – ciepła, aromatyczna, czasem mocna, ale zawsze najlepiej smakowała w dobrym towarzystwie.
