Oficyna wydawnicza Czarna Róża
Stadt Edelweiss 1923
Fabio Wolfgang Rhyner
"Hymn po horyzont!"
Wystartowałem z polany o tak! smagany słońcem kotliny
Drugiej eskadry nasz skład, dzielny i mężny, lecz dla lokalnych niewiast wciąż miły
Leci w przestworzach, ku chwale, wszak projekcja to górskiej siły!
Z miłością na przekór wiatr, muska nam skrzydła maszyny
Nie jedna łuska północną ziemię skropiła
Jedna bomba ratunek naszym mieszkańcom czyniła
Matyldo, matyldo szeptam jej imię wśród huku!
Spokojnie piloci nie obawiajcie się utraty słuchu!
Gdy ze złem walczy, lud w wolności utwardzony
Hymny pochwalne w Glanzbergu z ewangelickiej słychać ambony
Nie zapomniałe również i owas z piechoty mej przyjaciele
Zrealizowaliście sami wszak wszystkie rozkazy i cele
Celność waszą do dziś chwalą z borów myśliwi
Choć zamiast zwierząt, najemników żeście pochwycili
Na pochybel Rurhkowi, tosz to są prawdziwe psubraty!
Co za klubeki, ogniem kotlinę raczyć spowili!
Mieszkańcom mord okrutny zadać, przeprawy niszczyć gotowi
Żołnierz kotliny nigdy nie odpuści wrogowi!
chwałę więc nam niescie górskie turnie i szczyty
Żołnierz z kotliny to człek z natury dumny i skryty
Do Ciebie nasz wodzu dziś, kieruje znów słów prawdziwych kilka,
w chaosie, wzburzonych wód poprowadź nas w przyszłość daleką
Do morza poprowadź lud, umie on pływać lud gór nie jest kaleką!
Na koniec proszę jeno o jedno
Odpuść samolot poecie, co ziemię rył niczym dzik na wczesną wiosnę
Wybacz również o wodzu i tą skoszoną sosnę! Niebawem zasadzę nową, prawdopodobnie na wiosnę!
Stadt Edelweiss 1923
Fabio Wolfgang Rhyner
"Hymn po horyzont!"
Wystartowałem z polany o tak! smagany słońcem kotliny
Drugiej eskadry nasz skład, dzielny i mężny, lecz dla lokalnych niewiast wciąż miły
Leci w przestworzach, ku chwale, wszak projekcja to górskiej siły!
Z miłością na przekór wiatr, muska nam skrzydła maszyny
Nie jedna łuska północną ziemię skropiła
Jedna bomba ratunek naszym mieszkańcom czyniła
Matyldo, matyldo szeptam jej imię wśród huku!
Spokojnie piloci nie obawiajcie się utraty słuchu!
Gdy ze złem walczy, lud w wolności utwardzony
Hymny pochwalne w Glanzbergu z ewangelickiej słychać ambony
Nie zapomniałe również i owas z piechoty mej przyjaciele
Zrealizowaliście sami wszak wszystkie rozkazy i cele
Celność waszą do dziś chwalą z borów myśliwi
Choć zamiast zwierząt, najemników żeście pochwycili
Na pochybel Rurhkowi, tosz to są prawdziwe psubraty!
Co za klubeki, ogniem kotlinę raczyć spowili!
Mieszkańcom mord okrutny zadać, przeprawy niszczyć gotowi
Żołnierz kotliny nigdy nie odpuści wrogowi!
chwałę więc nam niescie górskie turnie i szczyty
Żołnierz z kotliny to człek z natury dumny i skryty
Do Ciebie nasz wodzu dziś, kieruje znów słów prawdziwych kilka,
w chaosie, wzburzonych wód poprowadź nas w przyszłość daleką
Do morza poprowadź lud, umie on pływać lud gór nie jest kaleką!
Na koniec proszę jeno o jedno
Odpuść samolot poecie, co ziemię rył niczym dzik na wczesną wiosnę
Wybacz również o wodzu i tą skoszoną sosnę! Niebawem zasadzę nową, prawdopodobnie na wiosnę!





