Błądził myślami czy już czasem nie wystarczy tego zabijania...
Pomału się ściemniało. Nie mógł zostać tu długo. Skały nie były miejscem odpoczynku – były bezlitosne.
Zabrał to, co potrzebne, i ruszył dalej. Kierunek: K4 – serce gór
Szlak prowadził go w głąb gór – w stronę jeszcze bardziej surowych i odludnych terenów. Śnieg zalegał w zagłębieniach skał, wiatr gwizdał między graniami, a wokół panowała głęboka, pierwotna cisza.
Było już niemalże ciemno, kiedy znalazł w końcu niewielką jaskinie, gdzie postanowił skryć się przed nocą. Przysłonił wejście czym się tylko dało, kosodrzewiną wyrwaną za "rogiem", dwoma konarami zalegającymi nieopodal. Całość przykrył brezentem. Zziębniety, ale senny szybko ułożył się na prowizorycznym posłaniu. Padł jak długi, nie rozpalił nawet ogniska. Zasnął.
Noc jednak nie będzie trwała wiecznie. Świt zbudził go padającym deszczem... Czyżby temperatuy puszczały "na całego"?






